19 maja 2018

Noc muzeów. Noc lemingów

Noc muzeów. Noc lemingów.


Jak co roku Polskę od morza aż po Tatry ogarnia na jedną noc muzealna gorączka. Noc muzeów, to impreza do której mam dwa sprzeczne odczucia. Z jednej strony bardzo się cieszę, że jest takie cykliczne wydarzenie, a z drugiej jednak gardzę nim. A wszystko to przez polskie przywary, które tej nocy dają najlepiej o sobie znać, pomimo płaszczyka gwieździstego nieba.  


noc muzeów
Coroczna gorączka muzealnej nocy


Na czym polega Noc muzeów to pewnie każdy wie. Jak to się dzieje, że jednej nocy nagle w Polakach budzi się głód kulturalny i chęć obcowania z eksponatami muzealnymi kosztem alkoholowych imprez, czy chociażby kabaretów w TV i snu? Tego fenomenu chyba nikt nie rozumie. Nie rozumiem, jaką frajdę mają ludzie, którzy czekają na dworze, często w zimnie, w długich kolejkach po to tylko, żeby zwiedzić muzeum. Na pewno nie czekają dla sztuki, która znajduje się w salach muzealnych. Przecież każde muzeum, które bierze udział w tej imprezie jest otwarte codziennie. Praktycznie w każdym dniu tygodnia można sobie przyjść po pracy, szkole lub w weekend i zwiedzić wystawy oraz chłonąć muzealne eksponaty ile tylko dusza zapragnie. Co więcej, można to czynić w ciszy, spokoju. Dlaczego więc Polacy wybierają zwiedzanie muzeów wraz z dzikimi tłumami wśród hałasu, przepychanek, pozowań do selfie i livestreamów? 
.
.
.

 

Przeczytaj jeszcze Skąd ta nagonka na antyaktywność?


Myślę, że odpowiedzi na postawione wyżej pytanie należy upatrywać w upodobaniu Polaków do masowych imprez, które jest zakorzenione w pierwotnych instynktach stadnych. Być może nawet odpowiedź czai się w niedalekiej przeszłości, kiedy to Polacy godzinami, a nawet dniami wystawali w kolejkach (mowa o PRL-u), więc to taki sentyment za czasami minionymi. Bardzo chętnie przebadałbym tłumy muzealnych turystów, ponieważ sam nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Kiedy jednak obserwuję Polaków, to widzę w nich pewnego rodzaju ubóstwienie do społecznego masochizmu. Najpierw dajemy się wkręcić w coś nietypowego, no bo przecież odwiedzenie muzeum w środku nocy, to jest takie coś ekstra, coś niezwykłego, taki bucket list. Następnie, żeby nie było zbyt łatwo, musimy się nacierpieć, aby móc w pełni delektować się rozkoszą sukcesu. Stoimy w kolejkach cierpliwie czekając na dopuszczenie do kultury wyższej. Oto właśnie dołączyliśmy do elity narodów świata zachodniego, podnieśliśmy swój status społeczny, jesteśmy światłymi członkami zachodniego kręgu kulturowego. Raz w roku wystarczy. A na koniec, zwyczajowo, po polsku, możemy ponarzekać, że kolejki, że autobusy zatłoczone, że te nasze muzea, to nie pokazują nic ciekawego, że muzea to powinny być multimedialne, a nie jakieś kamienie w gablocie. W tę jedną noc właśnie możemy w pełni delektować się polactwem, w każdym jego stadium. 


No i oczywiście jest to świetna okazja, żeby sobie pierdolnąć małpeczkę przed hehe muzeum, coby się lepiej oglądało te stare rupiecie. 


Mam również takie przypuszczenie, że Noc muzeów jest tak popularna, ponieważ wszystkie muzea są ZA DARMO. Za darmo Grażynka możemy iść w końcu te muzea wielkie zobaczyć, co oni tam nazbierali za nasze piniądze. No i komunikacja ZA DARMO, rozumisz, nie trzeba płacić za bilety na te złodziejskie MPK. Poużywamy se w końcu, coś nam się należy, nie? ZA DAAARMO. Podczas, gdy w świecie rzeczywistym bilet do muzeum kosztuje nie więcej niż 5 zł, a większość muzeów w jednym dniu oferuje swoje zbiory bez pobierania opłat (czyli za darmo). No ale to tak głupio przyjść samemu do muzeum, potem znajomi powiedzą: oho, kulturysta się znalazł, filozof zasrany. Lepiej tak w tłumie, anonimowo, no i można się ponabijać: oesu, jak się ludzie rzucili do tych muzeów, jakby nigdy nie byli... 

Przeczytaj również Dochód gwarantowany (UBI). Głos sprzeciwu


Mam jednak wielką nadzieję, że podczas nocnej muzealnej eskapady chociaż w części zwiedzających obudzi się promyczek zainteresowania sztuką, kulturą i coś w nich się poruszy po nocy spędzonej w muzeach. Że to nie jest tylko upodobanie/przyzwyczajenie do masowych spędów. Bardzo dobrze, że jest taka inicjatywa, podejrzewam, że spora część mieszkańców Polski ostatni raz była w muzeum na wycieczce w liceum, czy podstawówce. Dlatego liczę, że z roku na rok frekwencja w Noc muzeów będzie większa, a oferta imprezy bogatsza, bo jeżeli chociaż na jedną noc Polaków można wyciągnąć sprzed telewizorów, to trzeba tę noc wykorzystać do ostatniej minuty.