18 kwietnia 2018

Skąd ta nagonka na antyaktywność?


Skąd ta nagonka na antyaktywność?


Od dłuższego czasu irytuje mnie wszędobylska nagonka na antyaktywność i super hype na proaktywność. A już największej irytacji dostaję wchodząc do internetu, w którym social media wręcz kipią spoconymi od wysiłku fitnessboyami i fitnessqueenkami oraz wszelkiej maści wytartymi tekstami typu “zmień siebie na lepsze, zacznij od dziś”, “uwierz w siebie i zacznij działać”. Do tego dochodzi cały ten moralizatorski ton nakazujący ruszyć się z kanapy i gonić swoje marzenia, nie przestawać planować i realizować oraz wmawianie poczucia winy, kiedy właściwie żyjesz w zgodzie ze sobą, a nie tak, jak wszyscy ludzie (sztucznego) sukcesu. Skąd u wszystkich tych kreatorów zdrowego, aktywnego, zmotywowanego życia poczucie misji i w ogóle sensu tego, co robią? Dlaczego nie mogą dać innym spokoju? Dlaczego wydaje im się, że to jest ważne?

Lenistwo
Antyaktywność zawsze spoko

Egoistyczni piewcy sukcesu

Nie znam bloga, na którym nie byłoby porad o tym, jak zmotywować się do… do wszystkiego, bo nie ma takiej pierdoły, do której ktoś nie chciałby was zmotywować.

Potrzebujecie motywacji do nauki? Oto 5 cudownych sposobów na motywację do nauki.

Potrzebujecie motywacji do ćwiczeń? Oto 7 nieznanych motywatorów do ćwiczeń.

Potrzebujecie motywacji do motywacji? Sprawdźcie 10 porad mistrzów motywacji.

Przeczytaj również Subway - najlepszy fastfood
.
.
.

 

Rzygać się chce od tych bzdur. Jeżeli potrzebowałbym motywacji, to na pewno nie będę jej czerpał od jakiegoś anona z internetu, który wstawia swoje wyretuszowane foteczki. Wiecie co jest jeszcze gorsze? Te debilne komentarze pod tego typu artykułami, coś w stylu:

“Potrzebowałam tego. Bardzo”

“Dziękuję ci Anon <3. Teraz mam siłę, by żyć”

Fałszywi przyjaciele z internetu

Ludziom, którzy w jakiś sposób zaistnieli w internecie wydaje się, że najlepszym sposobem na podtrzymanie swojej popularności jest właśnie takie podświadome kołczingowanie nowicjuszy. Niby nie są twardymi kołczami, ale przemycają te wszystkie motywacyjne bzdury i pierdoły pod płaszczykiem porad przyjaciela z internetu, który osiągnął wiele dzięki wierze w siebie. Z jednej strony kreują siebie na aktywnych, przedsiębiorczych i zaradnych influencerów, freelancer’ów, którzy problemy biorą za rogi i wywracają wszystkie przeciwności losu na glebę, a z drugiej, wydaje im się, że mogą wpływać na czyjeś losy...bo w końcu są influencerami… po to są, żeby czynić lepiej… taaa.

Nikt ich nie potrzebuje. I będą ci wmawiać, że wszystko osiągają dzięki swojej wielkiej motywacji i wewnętrznemu pędowi ku sukcesowi, przez co spełniają się życiowo. Czasami dochodzę do wniosku, że Internet jest głupszy od telewizji, bo tutaj wszystko koncentruje się na jednostkach, a w telewizji jednak chodzi o ogół durnoty... 


Teraz powiedzcie mi po co? Dlaczego wszyscy chcą motywować? Ja wiem po co. To jest banalnie proste napisać “dasz radę, uwierz w siebie anonie” i dobrze to wygląda, bo na pewno lepiej niż “wcale nie musisz niczego osiągać, rób to co lubisz, nawet jeśli to jest oglądanie seriali i jedzenie chipsów”. Nikt z blogerów, youtuberów, instagramerów tak nie powie, bo to po prostu się nie sprzeda… Oni muszą kipieć energią, bo inaczej, kto będzie chciał z nimi współpracować? Nawet parówki sprzedaje się jako fit&active. Szukają taniego poklasku i sztucznych pochwał, to raz. A dwa, pod tymi wszystkimi motywatorami zawsze gdzieś tam czai się zaproszenie do zakupu książki, która odmieni życie, skorzystania z kuponu rabatowego, który da nowy początek, zakupu warsztatów, które zrewolucjonizują myślenie, czy choćby skromnego kalendarzyka, który pozwoli uporządkować czas. 

Także tego, staram omijać się szerokim łukiem tego typu głupoty, ale zawsze na jakieś wpadnę, bo to jest trendy. Nie mogę się doczekać aż ten durny trend się zakończy. Może mógłbym to jeszcze przeżyć, gdyby nie najgorsza cecha, którą reprezentują powyżej opisane typy, a jest nią nagonka.

Daj żyć człowiekowi

Dlaczego piętnują tych, co nie chcą być motywowani i żyją sobie po swojemu? Ludzi, którzy w dupie mają motywację, samorozwój i inne bzdety traktuje się jak gorszą kategorię, jak jakichś podludzi. Od razu padają argumenty, że życie ucieka przez palce, dziadzieją, do niczego nie dojdą, na zawsze utkwią w jednym miejscu. Starają się wmówić poczucie winy za swoje przegrane (w ich mniemaniu) życie. Umniejszają godności, odbierają poczucie własnej wartości. Bo, jeżeli nie zaczniesz realizować planu, aby zrealizować plan na lepszego siebie, to jesteś przegrywem. A może mi to pasuje i się nigdzie nie wybieram, co? Daj żyć człowiekowi. Nie mów mu co ma robić, nie pajacuj. Piszesz jakieś głupoty na blogu albo wrzucasz na Fb i Insta fotki ze swojego zielonego obiadu, czy wyświechtane cytaty i mądrujesz się, a tak naprawdę nic nie wiesz o życiu innego człowieka. Wykreowałeś swój sztuczny świat i starasz się w nim jakoś odnaleźć, stąd ciągle bombardujesz ludzi głupimi tekstami szukając poparcia u osób zapatrzonych w łatwy i medialny sukces. To wszystko jest wydmuszką, która prędzej, czy później zostanie zgnieciona przez rzeczywistość.