15 lutego 2018

Bridget Jones robi kobietom wodę z mózgu

Bridget Jones robi kobietom wodę z mózgu


W walentynki miałem okazję obejrzeć drugą z trzech części przygód słynnej Bridget Jones - “Bridget Jones: w pogoni za rozumem”. Jako film, mogę go ocenić raczej przeciętnie, ale do napisania tego artykułu zmusiło mnie przesłanie, które niesie, a przede wszystkim, to co robi z wyobrażeniami kobiet o świecie i związkach z facetami. Mianowicie, dochodzę do wniosku, że w dużej mierze dzisiejsze postrzeganie świata przez kobiety zostało ukształtowane przez myślenie jak Bridget Jones - naiwne, roszczeniowe, egocentryczne, próżniacze. 

Dziennik Bridget Jones robi kobietom wodę z mózgu
Bridget Jones to kiepski wzór do naśladowania;
kadr z filmu Bridget Jones: W pogoni za rozumem, Universal Pictures


Bridget Jones. Kobieta w średnim wieku, która żyje w wielkim mieście, pracuje jako dziennikarka w podrzędnej telewizji a czas wolny spędza na spotkaniach z przyjaciółmi "dobra rada" i czekaniu (bo raczej nie szukaniu) na faceta idealnego. W drugiej części jej historii jest już w związku ze wspaniałym, wręcz idealnym facetem, od którego jednak znacznie odstaje, co bynajmniej nie stanowi problemu w budowaniu szczęśliwego związku, gdyż ten akceptuje ją jaka jest.

Przeczytaj również IKAR - współczesna historia pychy 
.
.
.

 



Tutaj jednak ujawnia się małostkowość i pretensjonalność Bridget Jones, bo gdy przychodzą pierwsze nieporozumienia i jej idealny facet wykazuje się jednak pewnym odchyłem od wyobrażeń przez nią wykreowanych, Bridget nie jest w stanie zaakceptować tego stanu i jak mała dziewczynka wybucha całą swoją złością i niespełnionymi fantazjami, zabiera zabawki ze wspólnej piaskownicy i ucieka do własnej twierdzy pod kołderkę. Serio? Czy tak zachowują się dorośli ludzie? Ze strony Bridget nie ma mowy o jakimkolwiek zrozumieniu, czy chociaż dyskusji, ale za to jest stawianie wszystkiego na ostrzu noża, czyli to co, dzisiejsze kobiety lubią robić najbardziej. Albo mnie kochasz ze wszystkimi wadami albo wcale!



Zadufana w sobie Bridget (która utożsamia cechy coraz większej ilości kobiet) nie widzi jakichkolwiek swoich wad, a przynajmniej w zupełności wszystkie je akceptuje i tego samego wymaga od jej partnera. Wręcz wydaje jej się, że z tymi wadami jest urocza, bo taka oryginalna. Więcej, on musi o nią walczyć, ma pokazywać światu, jak bardzo toleruje swoją małą Bridget i to jak wspaniałą jest osobą pomimo ułomności, niezdarności, kiepskiej wiedzy i braku taktu. W realnym świecie, nie oszukujmy się, kobieta taka jak Bridget nie miałaby szans na związek z takim gościem jak Darcy - przystojny, wykształcony, majętny, wpływowy adwokat walczący o prawa człowieka ludzi na całym świecie, na co dzień spotykający się z czołowymi politykami świata, a do tego niezły ruchacz. Totalnie poza jej zasięgiem, jedynie czysty przypadek, lub naprawdę specyficzne upodobania faceta mogłyby w realnym świecie połączyć dwoje tak odmiennych ludzi. Natomiast faceci, którzy rzeczywiście mogliby być zainteresowani filmową Bridget… no cóż, najpewniej nawet nie zwróciłaby na nich uwagi.




Dzisiejszy świat, chociaż kobiety bardzo by tego chciały, nie jest filmem. Kobiety czekają na wytwór swojej wyobraźni, faceta, który wypełni ich długą materialną, duchową i osobowościową checklistę nie zwracając najmniejszej uwagi na mężczyzn nimi zainteresowanych. Czekają i odwlekają w nadziei, że tak jak Bridget, w końcu spotkają swojego Marka, z którym wypełnią przeznaczenie i już na zawsze zbudują parę doskonałą. Co więcej, wydaje im się, że mogą być kapryśne, wybrzydzać, zrywać związki i traktować facetów według własnego widzi mi się, bo to on powinien o nie walczyć i kochać takie, jakimi są. Inaczej, nie zasługują na ich uznanie. 


No cóż, życie szybko weryfikuje takie postrzeganie świata, stąd urodzaj zadbanych i pewnych siebie kobiet po 30-tce, które spełniają się zawodowo i rozwijają osobiście, a wśród koleżanek wypłakują oczy lub otaczają się kotami. Czymś trzeba wypełnić pustkę po marzeniach, które wyparowały, bo żaden facet nie był w stanie im sprostać.


Moja konkluzja jest taka - życie Bridget Jones to ściema, to nie jest dobra koleżanka, ani tym bardziej wzór do naśladowania. Każda kobieta chciałaby ganiać po ulicach w deszczu z mokrą głową i popełniać głupstwa bez konsekwencji. W realnym świecie jednak, każdy normalny facet kopnąłby Bridget w tyłek za jej kaprysy i fochy.

P.S. Moja ocena filmu: 5/10