31 stycznia 2018

IKAR - współczesna historia pychy


IKAR - współczesna historia pychy


IKAR, film dokumentalny zrealizowany przez Netflix, to ciekawy przypadek historii, która przybiera niespodziewany obrót spraw pochłaniając do reszty jej bohaterów, a co za tym idzie, oglądających widzów. W zamierzeniu dokument, którego reżyserem jest Bryan Fogel miał być eksperymentem na wzór Super Size Me, w którym Fogel, amatorski kolarz, chciał przetestować na własnym organizmie wpływ środków dopingujących, a następnie oszukać testy antydopingowe w zawodach Haute Route - morderczym wyścigu kolarskim dla amatorów odbywającym się w górach. Inspiracją dla powstania filmu była historia Lance’a Arsmstrong’a, który przez wiele lat oszukiwał testy antydopingowe, co poddało w wątpliwość sens całego systemu antydopingowego. 

Ikar, źródło www.Netflix.com

 Bryan Fogel nawiązuje współpracę z rosyjskim naukowcem Grigorijem Rochenkovem, który sam siebie uważa za geniusza dopingu, będącego w stanie oszukać jakąkolwiek kontrolę. I to właśnie Grigorij bardzo szybko staje się głównym bohaterem opowieści, która niespodziewanie wskakuje na nowy tor i koncentruje się na aferze dopingowej, która wybucha w Rosji w trakcie kręcenia dokumentu. Nad rosyjskim naukowcem zbierają się bardzo ciemne chmury, gdyż to on jest mózgiem całego programu dopingowego rosyjskich sportowców, pośród których, zgodnie z jego oświadczeniem, na dopingu jest aż 99% zawodników.  Grigorij bardzo szybko nawiązuje dobrą, wręcz przyjacielską relację z Bryan’em i z ochotą postanawia mu pomóc w jego przedsięwzięciu, przez co również otwiera się i dzieli swoją wiedzą na temat stosowania dopingu wśród rosyjskich sportowców i zaangażowania Kremla w tym procederze. 

.
.

23 stycznia 2018

Niezależność finansowa - dlaczego jest najważniejsza?

Niezależność finansowa - dlaczego jest najważniejsza?


Powiedzenie, że “pieniądze są najważniejsze” jest błędne w swoim założeniu, ponieważ pieniądze jako takie - same w sobie - mają wartość jedynie przypisaną im przez społeczeństwo, które ich używa. 1.000 złotych, to kwota, za którą można kupić daną ilość towarów lub usług. Co więcej, nie ma takiej sumy pieniędzy (dostępnej dla człowieka), której nie można byłoby wydać, czy stracić. Wobec tego, stwierdzenie, że “pieniądze są najważniejsze”, lub nawet ważne, jest pozbawione głębszego sensu, ponieważ jako środek płatniczy, służą jedynie wydawaniu. Czym innym jest natomiast niezależność finansowa, którą zapewniają nam pieniądze i to wcale nie muszą być kwoty wielozerowe, gdyż niezależnym finansowo można być nawet zarabiając 2.000 złotych.

Jak osiągnąć niezależność finansową
Niezależność finansowa nie wymaga wielkich zarobków, ale mądrego gospodarowania pieniędzmi


Czym jest niezależność finansowa?

Niezależność finansowa, w moim postrzeganiu, to niezależność od konkretnej osoby lub podmiotu (np. instytucja publiczna, bank), którzy dostarczają nam pieniądze. Najlepszym przykładem są dzieci uzależnione finansowo od swoich rodziców. O ile jest to normalne dla nastolatków, tak już studenci powinni dążyć sukcesywnie do usamodzielnienia się finansowego, tak aby z końcem studiów być całkowicie niezależnym od pieniędzy rodziców, bowiem ciężko układać sobie dorosłość nie mając pewnego, niezależnego źródła dochodu. Kolejnym przykładem może być relacja uzależnienia w małżeństwie - żona od męża lub mąż od żony. Kiedy jedno z małżonków zarabia pieniądze, drugie jest uzależnione od dochodów pierwszego. Uzależnienie może się pojawić również w przypadku znacznej dysproporcji w zarobkach i konsumpcji zarobków niższych np. w wydatkach na stałe opłaty. O niebezpieczeństwie uzależnienia finansowego będzie później, jeszcze kilka słów o tym, czym jest niezależność finansowa. 

.
.
.

18 stycznia 2018

MINDHUNTER - poznajcie umysły morderców

MINDHUNTER - poznajcie umysły morderców


Chociaż serial Mindhunter jest dostępny na Netflixie już od kilku miesięcy, jakoś nie mogłem się do niego wcześniej zabrać, bo potrzebowałem trochę czasu, żeby się z nim oswoić. A to dlatego, że wiedziałem, iż wciągnie mnie na maksa i nie pozwoli o sobie zapomnieć dopóki go nie obejrzę do końca, co też zrobiłem w trzy wieczory. Nie miałem wielkich oczekiwań co do niego, choć wiedziałem, że mogę spodziewać się dobrego serialu kryminalnego i taki też dostałem. Mindhunter to świetnie opowiedziana historia, której nie chcielibyście przeżyć, ale umieracie z ciekawości, co będzie dalej. Jednym z reżyserów jest David Fincher, odpowiedzialny m. in. za Siedem, House of Cards, The Social Network, czy Fight Club, co samo w sobie świadczy o najwyższym poziomie realizatorskim serialu. 

Mindhunter serial Netflix
MINDHUNTER, zdjęcie: Netflix.com


Największą zaletą serialu są jego bohaterowie i dialogi, które mają miejsce w trakcie przesłuchań skazanych morderców. Agenci FBI, którzy pracują nad stworzeniem metody profilowania przestępców seksualnych zagłębiają się w psychikę poszczególnych morderców, wypytują ich o najdrobniejsze i najbardziej intymne szczegóły z życia, wręcz obierają warstwa po warstwie jak cebulę. Ed Kemper to mój ulubieniec, jeden z osadzonych, który jest nad wyraz wylewny, dzięki czemu doskonale obnaża psychikę psychopatycznego zabójcy, a także motywy i bodźce, które oddziałują na zabójcę przed, w trakcie oraz po zabójstwie. Każdemu z morderców została poświęcona spora ilość czasu, dzięki czemu ich umysły obnażane są bardzo szczegółowo, a portret psychologiczny budowany skrupulatnie. Przesłuchaniom towarzyszy niesamowity klimat, który dość ciężko siada na widzu serialu, na co wpływ mają kolorystyka lokalizacji, muzyka, a także odgłosy więziennego życia i gra aktorska agentów oraz morderców. Aktorzy są bardzo podobni do swoich pierwowzorów, doskonale odgrywają ich charaktery, co można porównać dzięki wielu nagraniom dostępnym na YouTubie.
.
.
.

15 stycznia 2018

Frida Kahlo i Diego Rivera. Polski kontekst. Relacja.

Frida Kahlo i Diego Rivera. Polski kontekst. Relacja.


Dobiega końca wystawa w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu. Wystawę odwiedziło już ponad 100.000 osób, co niewątpliwie świadczy o jej dużej popularności. Dało się to odczuć podczas zwiedzania wystawy, gdyż w sobotę po południu było naprawdę dużo ludzi, co chwilami nawet przeszkadzało w nawiązaniu głębszych relacji z obrazami Fridy i Diego, które robią niesamowite wrażenie i pozostają w pamięci. 

Frida Kahlo autoportret
Frida Kahlo. Autoportret.
Pomimo, iż główny nacisk promocji jest położony na obrazy Fridy Kahlo, to tych znajdziemy dość mało w ramach całej wystawy. Tak naprawdę wystawa opowiada o polskim wątku w życiu artystów, który wprowadziły w ich życie Bernice Kolko i Fanny Rabel, a także jest wspomnieniem Wystawy Sztuki Meksykańskiej, która miała miejsce w 1955 r. w Warszawie, a po której zaginął jeden z obrazów Fridy Kahlo, którego nie udało się odnaleźć do dzisiaj. Mowa o "Zaginionym Stole", największym obrazie Fridy. 

Frida Kahlo i Diego Rivera
Frida Kahlo i Diego Rivera. Wystawa.
.
.
.

7 stycznia 2018

Korona Królów - cztery uwagi do krytyków serialu

"Korona Królów" - cztery uwagi do krytyków serialu


Zanim zakończył się pierwszy odcinek nowego serialu Telewizji Polskiej pt. "Korona Królów", w Internecie już się zagotowało od negatywnych komentarzy, szyderczych memów i miażdżących recenzji. Pomimo, iż nie jestem fanem jakiejkolwiek produkcji TVP oraz obejrzałem jedynie fragmenty "Korony Królów", a sam serial uważam za przeciętny, to nie mogę zgodzić się z wieloma opiniami, które są nakierowane wprost na szyderę, a nie konstruktywną ocenę. Odnoszę wrażenie, że wielu "krytykom" umyka z pola widzenia zamysł samego serialu oraz cel jego produkcji, a tym bardziej środki przeznaczone na jego powstanie. Stąd też kilka moich uwag do wszystkich krytyków, którzy płyną na fali a słona woda zamywa im oczy. Może jeszcze zmienicie swoje podejście, lub przynajmniej spuścicie z tonu.

Korona Królów dobra opinia
Korona Królów, to nie Gra o Tron. Autor mema: Laurelandiril, źródło: www.kwejk.pl


"Korona Królów" to:


1. TELENOWELA - i tak też powinna być oceniana. Telenowela charakteryzuje się... co tu dużo mówić... kiczowatością. Ma oddziaływać na emocje przeciętnego widza, a nie budować świadomość historyczną, czy nauczać, lub też stanowić rozrywkę najwyższych lotów. Proste historie, opowiedziane w prosty sposób. Nic więcej.

2. NIE JEST serial historyczny, więc doszukiwanie się błędów w strojach, czy fryzurach które nie oddają rzeczywistości historycznych czasów jest nie na miejscu. Przeciętnemu widzowi, do którego produkcja jest kierowana wystarczy, że bohaterowie jeżdżą na koniach i mieszkają w zamkach, dla nich to już oddaje realizm tamtych czasów. Najbardziej śmieszą mnie zarzuty, że bohaterowie nie posługują się pradawnym językiem, lub co lepsze łaciną... a kto by to zrozumiał?!

3. NIE JEST konkurencja dla "Gry o Tron" lub "Korony", które zostały wyprodukowane przez najlepsze studia filmowe - HBO i Netflix. Te seriale w zamierzeniu miały być bezkonkurencyjne, drogie, perfekcyjnie wykonane i zagrane, ponieważ miały reprezentować swoje studia w najważniejszych rankingach i konkursach. No i miały na siebie zarobić. A "Korona Królów", to serial dla widzów polskiej telewizji, czyli głównie rencistów i seniorów. 

4. ODPOWIEDŹ na tureckie seriale - i jak widać, dobrze trzyma ich poziom. Przecież o to właśnie chodziło polskiej telewizji. Po dobrych wynikach oglądalności wschodnich oper mydlanych, wyczekiwanym ruchem było stworzenie polskiej odpowiedzi. I ten serial właśnie jest kierowany do widzów tureckich seriali, a nie do pasjonatów historii, czy widzów Netflixa, HBO itp. 


Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, należy zupełnie inaczej spojrzeć na "Koronę Królów" i odpuścić sobie doszukiwanie się błędów realizacyjnych, pastwienie nad kiepską grą aktorską, suchymi dialogami, słabymi lokalizacjami, czy czystymi kostiumami. No bo jak w takich kategoriach można oceniać telenowelę? Jakoś nie widziałem takiej aktywności krytyków filmowych w stosunku do "Klanu", "Pierwszej miłości", "Trudnych spraw" itd. Ja nie czuję zażenowania, ani rozczarowania nowym serialem, ponieważ nie jestem jego odbiorcą. Natomiast mojej babci "Korona Królów" się podoba i o to właśnie chodziło producentom serialu. 

Przeczytaj również Minimalizm wirtualny

4 stycznia 2018

Nie kupiłem najnowszego iPhone'a, bo mnie nie stać...

Nie kupiłem najnowszego iPhone'a, bo mnie nie stać...


I uważam, że wcale nie mam powodów, aby się wstydzić do takiego stwierdzenia wprost. Zamiast tego, kupiłem iPhone’a 6s, który uważam, że w zupełności wystarcza moim potrzebom, a jego cena odpowiada jakości, choć i tak wyznacza górną granicę, jaką jestem w stanie zapłacić za przedmiot, jakim jest telefon komórkowy. Czy kupowanie nowego telefonu, na który realnie nie ma się środków ma jakikolwiek sens? Czy w ogóle kupowanie telefonu za kwoty >3.000 złotych ma sens? Moim zdaniem nie ma. 

Najnowszy iPhone, czy warto kupić?
Czy kupić najnowszego iPhone'a?

iPhone, czy browary?

 


W najtańszej wersji nowy iPhone 8 - pamięć 64 GB - w sklepie Apple kosztuje 3.479,00 złotych. Telefon z pamięcią 256 GB, to już 4.226,00 złotych.  Wersja plus o zwiększonej pojemności to 4.729,00 złotych. W cenie najdroższego iPhone’a 8 mogę pokryć czynsz i opłaty związane z mieszkaniem przez 3 miesiące w dużym mieście, zjeść 95 obiadów na mieście albo kupić 2.364 browary, które będę spożywał przez co najmniej 39 miesięcy. Więcej, za takie pieniądze można nawet kupić całkiem przyzwoite autko, motocykl lub bardzo, bardzo dobry rower. W tej cenie, czteroosobowa rodzina może spędzić wakacje za granicą. Zapytam więc jeszcze raz - czy to dużo jak za telefon? Moim zdaniem tak. Za dużo.

.
.
.