10 grudnia 2017

Polski stand-up. Kogo oglądać?



Polski stand-up. Kogo oglądać?


Stand-up, to raczkująca, aczkolwiek coraz popularniejsza forma rozrywki i możemy jedynie żałować, że tak późno pojawiła się w naszym kraju. W porównaniu do poziomu kretyńskich kabaretów, które osiągnęły dno i taplają się w nudnym i śmierdzącym mule, jest to kąpiel w oceanie świeżości, wyszukanych i inteligentnych żartów, ostrego dowcipu i gwałceniu wszelkich tematów tabu. W stand-up’ie nie przejdą żadne debilne żarty polegające na przebieraniu się za stare baby lub żuli. Tutaj liczy się puenta, wciągająca historia, zaskoczenie, a czasami zgorszenie. Mamy na krajowej scenie kilku naprawdę świetnych komików, których występy przyciągają tysiące widzów. Coraz śmielej stand-up pojawia się w telewizji, jak chociażby roasty na celebrytów. Mamy również wielu początkujących stand-up’erów, którzy bawią swoich widzów w lokalnych pubach i barach tak, jak miało to miejsce na początku historii stand-up'u. Komicy reprezentują różne style i mają swoje specyficzne poczucie humoru, więc ciężko stwierdzić, który jest najlepszy, ale przygotowałem listę tych, którzy mnie bawią i których szczerze mogę polecić. 
.
.
.

 

Rafał Pacześ 

– ten łódzki komik cechuje się wciągającymi opowieściami oraz nietuzinkowymi bohaterami tych opowieści. Lubi robić sobie jaja z samego siebie i kobiet w ogólności, a kiedy potrzeba, także potrafi wesprzeć cenną radą (polecam Mistrza Sprzedaży i Mistrza Uwodzenia). Bardzo energiczny na scenie, chodząca bomba ciętych żartów i zaskakujących puent.



Sebastian Rejent 

– zbereźnik i król roastu. Jego żarty przekraczają granice dobrego smaku, ale to właśnie czyni je nad wyraz śmiesznymi, bo kiedy wydaje się, że on tego nie powie, właśnie wtedy ładuje bazukę i odpala totalną petardę. W dodatku ma nietuzinkową dykcję, która nadaje żartom osobliwego charakteru. 



Łukasz Lotek Lodkowski 

– to od niego zacząłem oglądać polski stand-up. Wcześniej miałem wyobrażenie, że to nudni buce pokroju Pazury Pazury, Grzegorza Halamy, czy poplutego Jachimka. Lotek jednak rozbawił mnie do łez, a jego historie z życia rozbrzmiewają mi w głowie raz po raz. 



Błażej Krajewski

- jego występ o patolu, Ivonie, Lindzie i Cejrowskim został obejrzany już ponad 3 miliony razy, z czego ja widziałem go z 10. Świetnie operuje głosem udając przeróżne osoby, do tego nie można mu odmówić śmiesznych tekstów i ciekawych opisów sytuacji.




I w sumie to by było na tyle z mojej strony. Reszta komików nie robi na mnie aż takiego wrażenia, żeby móc ich szczerze polecić, zwłaszcza osobom, które wcześniej nie miały kontaktu ze stand-upem. Abelard Giza nie specjalnie mnie bawi, bo jego humor jest dość przewidywalny i brak w nim zaskakujących żartów, Rucińskiego najchętniej zamknąłbym w więzieniu, żeby nikogo nie męczył swoim flegmatycznym stylem, a cała reszta to ogon czekający na swoje lepsze momenty lub zwyczajnie jeszcze ich nie widziałem.