18 grudnia 2017

Minimalizm wirtualny

Minimalizm wirtualny



Jeżeli zastanawiacie się, która domena Waszego życia jest najmniej produktywna, najbardziej czasochłonna i najpewniej wymaga podjęcia jakichś kroków do jej zoptymalizowania pod względem czasu, ilości i jakości, a nie znajdujecie odpowiedzi na to pytanie, to oznacza, że już na dobre przepadliście w otchłani wirtualnej rzeczywistości. Minimalizm w sieci już właściwie nie istnieje, strony są rozbuchane, interaktywne, wręcz bym powiedział - ofensywne. Internet, sieci społecznościowe i aplikacje mobilne zajmują obecnie więcej przestrzeni w naszym życiu niż kiedyś telewizja, a co gorsze, sukcesywnie wypierają żywe relacje z ludźmi i kradną nasz czas, zainteresowania, możliwości i tak dalej… Jeśli brzmi to dziwnie lub na wyrost, to postarajcie się sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czytaliście książkę zamiast przeglądać Fb, IG i inne, a nie odwrotnie. Kiedy ostatnio postanowiliście rozwijać się w nowej dziedzinie, rozpocząć nową zajawkę, hobby? Co Was rozprasza najbardziej? Odpowiedź jest na wyciągnięcie ręki - wyświetlacze komputerów, laptopów, tabletów, telefonów, a od niedawna nawet zegarków (tych smart oczywiście). Jak poradzić sobie z natłokiem informacji z sieci i zminimalizować rozproszenie? Jak ograniczyć używanie multimediów na rzecz własnych zainteresowań? Dam Wam kilka wskazówek dotyczących minimalizmu wirtualnego.

Minimalizm to piękno i efektywność
 

Minimalizm graficzny



Którejkolwiek strony nie otworzę, a już zwłaszcza portalu informacyjnego, bloga, to jestem zasypywany okienkami, komunikatami, reklamami, zbędnymi pierdołami. Zanim zacznę coś czytać, to muszę zamknąć kilka okienek - newsletter, pliki cookies, reklama wideo, prośba o wyłączenie adblocka, polub nas na Facebook’u, udostępnij na Twiterze… Dlaczego w Internecie panuje taki chaos i żebractwo? 



Widzicie mój blog? Czy coś Was tutaj rozprasza? Czy coś wyskakuje? Szykując wygląd bloga starałem się zminimalizować dodatkowe elementy i zmaksymalizować nacisk na treść oraz fotografie. Nie ma tutaj żadnych wyskakujących okienek, wtyczki do social mediów nie wołają o lajki i share'y, newsletter nie kusi darmowymi e-bookami, nie ma też krzykliwych reklam ani banerów reklamujących moje produkty (bo i tak ich nie sprzedaję - to też minimalizm). Piękno i minimalizm. A przynajmniej sam minimalizm, piękno zostawiam subiektywnym ocenom. 
.
.
.



Minimalizm graficzny, który zastosowałem, miał mieć zamysł estetyczny - brak zbędnych form, czytelny wygląd, stonowane kolory, spójna całość, a także merytoryczny - eksponuję treść, czyli to, co dla mnie jest najważniejsze. Nie ma też zbędnych zakładek w stylu “Współpraca”, “O blogu”, “Zacznij tutaj”, czy innych. Ufam czytelnikowi, że jeżeli będzie chciał poznać treść bloga, to sam przez niego przejdzie, to nie jest trudne a wszystko jest na wierzchu. Minimalizm graficzny pozwala na wyeksponowanie treści i o to mi tutaj chodzi. 


Minimalizm na pulpicie i w sieci 



Wasze wirtualne otoczenie może być uporządkowane. Zacznijcie chociażby od uporządkowania swojego pulpitu. Wyrzućcie wszelkie zbędne ikonki, odinstalujcie nieużywane programy i gry. Jeśli czegoś się boicie pozbyć lub nie chcecie, to wrzućcie wszystko do jednego folderu o nazwie “Inne”. Minimalizm programów pozwoli również odciążyć pamięć komputera. Jeśli używacie kilku kont pocztowych, bo wstydzicie się swojej poczty założonej na @buziaczek.pl albo @sympatia.pl, to ustawcie sobie przekierowanie na bardziej dojrzały adres. Jeśli dostajecie mnóstwo maili z newsletterami, powiadomieniami, komunikatami z setek portali, blogów, stron, aplikacji, to zróbcie z tym porządek. W każdym takim mailu powinien być link umożliwiający anulowanie subskrypcji lub zarządzanie alertami, więc łatwo możecie się tego pozbyć. W mojej skrzynce pocztowej są tylko maile, na które powinienem odpowiedzieć. Wszystkie inne trafiają do odpowiednich tematycznie folderów lub do kosza. Obecnie w głównej karcie mam dwa maile i to jest właśnie piękno minimalizmu. Prostota i efektywność. 


Minimalizm w zarządzaniu (minimalizm operacyjny)



Czytając przeróżnych blogerów, czy influencerów, można mieć wrażenie, że to ludzie-instytucje, którzy w swojej pracy wykorzystują najnowsze osiągnięcia technologii cyfrowej, a już niedługo pewnie i sztucznej inteligencji. Mnóstwo aplikacji do zarządzania, planowania, publikowania, odpowiadania, pisania, zapamiętywania… Ale po co to komu potrzebne? Czy naprawdę trzeba się tak rozpraszać i wspierać tyloma narzędziami? Bez przesady… Wszystko można uprościć. Przy prowadzeniu bloga korzystam z następujących platform/aplikacji, które wspierają mój minimializm operacyjny:

  • Blogspot od Google - wybrałem świadomie, ponieważ jest prosty w obsłudze, nie interesują mnie wtyczki, aktualizacje, kody, personifikacje i inne dodatki, które dostarcza np. Wordpress. Uznałem, że blogspot zaspokoi mój minimalizm oczekiwań - łatwość w prowadzeniu bloga, bo reszta jest już tylko dodatkiem, którego nie potrzebuję.
  • Dokumenty od Google - wpisy na bloga przygotowuję w wolnych chwilach sporządzając je w chmurze, ewentualnie gdy jestem offline, to w Wordzie na laptopie, co przenoszę następnie do Dokumentów, jeśli mam zamiar dłużej nad nimi pracować. Stamtąd już tylko kopiuję treść i wklejam na bloga.

  • Notatki (aplikacja na iPhonie) - do zapisywania pomysłów na artykuły. Kiedyś używałem Evernote, ale irytował mnie długi czas włączania się i zbyt rozbudowany interfejs, który dla mnie był mniej czytelny niż Notatki. Synchronizacja między urządzeniami nie jest mi potrzebna, ponieważ i tak mam przy sobie (prawie) zawsze telefon, więc nawet jak przy komputerze wpadnie mi jakiś pomysł, to prędzej zapiszę go w telefonie, niż włączę Evernote i sporządzę notatkę.

  • Instagram - to jedyny kanał komunikacyjny z czytelnikami bloga, świadomie zrezygnowałem z Facebook’a ze względu na zbyt duże zapotrzebowanie czasu i pracy w rozpowszechnianie treści, poza tym, postawiłem na komunikację graficzną, IG ma uzupełniać treści pisane. 

  • Google Analytics - zajrzę raz na tydzień, od czasu do czasu poszperam głębiej w statystykach, ale nie śledzę ruchu każdego czytelnika, nie realizuję celów tygodniowych, miesięcznych, kwartalnych, nie mam targetów, KPI i innych bzdetów. Minimalizm danych pomaga zamiast frustrować. 


Sporadycznie używam jeszcze Bloglovin do przeglądania blogów, które mnie interesują i Disqus do komentowania, poza tym, w Internecie mam swoje portale i strony, które odwiedzam w razie potrzeby i chęci. Spotify odrzucam na rzecz Youtube, Snapchata i WhatsAppa na rzecz Messengera, innych aplikacji nie znam, więc widocznie nie są mi potrzebne. Nie używam natomiast newslettera, ponieważ zajmuje dużo czasu, jest nieefektywny i nie mam zamiaru nikogo namawiać, żeby odwiedzał mojego bloga. Czytelnicy, którzy będą chcieli do niego wrócić najpewniej sami sobie to ułatwią.



Wasz telefon to złodziej

 


Jak wygląda Wasz smartfon? Ile ekranów pełnych aplikacji macie? Ja mam dwa. I staram się ponadto nie wykraczać, ponieważ każda kolejna aplikacja, którą chciałbym ściągnąć musi być użyteczna. Jeśli nie używam jej przez dwa miesiące, to wylatuje z mojego telefonu. Telefonu nie używam do muzyki, ani grania, czy oglądania dłuższych niż 10 minut filmików dlatego, że najczęściej pracuję w ciszy, filmy oglądam na laptopie lub projektorze, a w gry przestałem grać w liceum - czego czasami żałuję, bo pograłbym sobie w dobre gierki, ale jakoś nie mogę na to znaleźć czasu. Staram się wyłączać transmisję danych, gdy tylko chowam telefon do kieszeni i wyłączyłem wszelkie powiadomienia od aplikacji. Mam tylko numerki na ikonce, dzięki temu minimalizmowi nie sprawdzam telefonu co chwilę, a bateria wytrzymuje mi dłużej niż dwa dni.


Minimalizm - piękno i efektywność



Minimalizm przydaje się nie tylko w organizowaniu sobie życia, pracy, czy wystroju wnętrz. Podczas, gdy już coraz większa część naszego życia odbywa się w sieci, trzeba również mądrze gospodarować czasem spędzanym online. Nie mam zamiaru namawiać do usuwania Facebook’a, lub limitowania czasu spędzanego w Internecie, ponieważ uważam, że mądrze wykorzystany czas w sieci może przynieść bardzo wiele korzyści. Namawiam jednak do ograniczania rozpraszaczy, tak aby nie marnować czasu na pozornie ułatwiające życie narzędzia i aplikacje, które w istocie rzeczy nie wyręczają nas aż tak bardzo, jak próbują nam to wmówić ich twórcy. Ironią losu jest, że komputery, które miały usprawnić i przyśpieszyć naszą pracę, dając nam więcej wolnego czasu doprowadziły wręcz do uwięzienia nas przy biurkach i ekranach monitorów.