27 grudnia 2017

Obsrane kible. Jak ja ich nienawidzę...

Obsrane kible. Jak ja ich nienawidzę...


Chyba nie ma dla mnie nic bardziej wkurwiającego, jak widok obsranego kibla. Widok śladów hamowania czyjegoś gówna po dnie muszli klozetowej sprawia, że tracę wiarę w ludzkość i wzrasta moje zwątpienie w przyszłość świata. Wydawać by się mogło, że to trywialna sprawa i nie warto nią zawracać sobie dupy, ale tu kryje się znacznie więcej, niż jedynie gówniany widok obsranego kibla.

obsrane publiczne toalety
Obsrane kible, jak ja ich nienawidzę

Toalety publiczne, bo to w nich ma miejsce opisywany proceder, to osiągnięcie szczytowe naszej cywilizacji. To, co odróżnia nas od zwierząt, czy nacji słabo rozwiniętych, to właśnie załatwianie swoich spraw w zamkniętym pomieszczeniu przyłączonym do systemu kanalizacji, które zapewnia intymność i prywatność. Nie wypinamy dupy przez okno, nie musimy ganiać do drewnianego szaletu, czy nie sramy do rowów. Dlatego powinniśmy trzymać poziom do samego końca i po sobie posprzątać. Ale wielu ludziom wydaje się, że ten nakaz ich nie dotyczy, bo ich kupa jest agresywna i napastliwa, więc ich pogryzie, a poza tym są sprzątaczki, które ich w tym wyręczą. Ba, mają obowiązek, bo taka ich (gówniana) praca. 

.
.
.

18 grudnia 2017

Minimalizm wirtualny

Minimalizm wirtualny



Jeżeli zastanawiacie się, która domena Waszego życia jest najmniej produktywna, najbardziej czasochłonna i najpewniej wymaga podjęcia jakichś kroków do jej zoptymalizowania pod względem czasu, ilości i jakości, a nie znajdujecie odpowiedzi na to pytanie, to oznacza, że już na dobre przepadliście w otchłani wirtualnej rzeczywistości. Minimalizm w sieci już właściwie nie istnieje, strony są rozbuchane, interaktywne, wręcz bym powiedział - ofensywne. Internet, sieci społecznościowe i aplikacje mobilne zajmują obecnie więcej przestrzeni w naszym życiu niż kiedyś telewizja, a co gorsze, sukcesywnie wypierają żywe relacje z ludźmi i kradną nasz czas, zainteresowania, możliwości i tak dalej… Jeśli brzmi to dziwnie lub na wyrost, to postarajcie się sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czytaliście książkę zamiast przeglądać Fb, IG i inne, a nie odwrotnie. Kiedy ostatnio postanowiliście rozwijać się w nowej dziedzinie, rozpocząć nową zajawkę, hobby? Co Was rozprasza najbardziej? Odpowiedź jest na wyciągnięcie ręki - wyświetlacze komputerów, laptopów, tabletów, telefonów, a od niedawna nawet zegarków (tych smart oczywiście). Jak poradzić sobie z natłokiem informacji z sieci i zminimalizować rozproszenie? Jak ograniczyć używanie multimediów na rzecz własnych zainteresowań? Dam Wam kilka wskazówek dotyczących minimalizmu wirtualnego.

Minimalizm to piękno i efektywność
 

Minimalizm graficzny



Którejkolwiek strony nie otworzę, a już zwłaszcza portalu informacyjnego, bloga, to jestem zasypywany okienkami, komunikatami, reklamami, zbędnymi pierdołami. Zanim zacznę coś czytać, to muszę zamknąć kilka okienek - newsletter, pliki cookies, reklama wideo, prośba o wyłączenie adblocka, polub nas na Facebook’u, udostępnij na Twiterze… Dlaczego w Internecie panuje taki chaos i żebractwo?



Widzicie mój blog? Czy coś Was tutaj rozprasza? Czy coś wyskakuje? Szykując wygląd bloga starałem się zminimalizować dodatkowe elementy i zmaksymalizować nacisk na treść oraz fotografie. Nie ma tutaj żadnych wyskakujących okienek, wtyczki do social mediów nie wołają o lajki i share'y, newsletter nie kusi darmowymi e-bookami, nie ma też krzykliwych reklam ani banerów reklamujących moje produkty (bo i tak ich nie sprzedaję - to też minimalizm). Piękno i minimalizm. A przynajmniej sam minimalizm, piękno zostawiam subiektywnym ocenom. 
.
.
.

13 grudnia 2017

iGeneracja - pokolenie nastolatków zabijane przez smartfony

iGeneracja - pokolenie nastolatków zabijane przez smartfony


Od dłuższego czasu staram się obserwować postępujące zmiany w społeczeństwie, które wywołuje rewolucja technologiczna, a przede wszystkim smartfony. Nie trzeba być socjologiem, ani psychologiem, żeby wywnioskować, że popularyzacja smartfonów i social media przyczyniają się do zmian w zachowaniach i relacjach międzyludzkich, a zwłaszcza wśród młodzieży. Powszechnym widokiem są młode osoby nie wypuszczające telefonów z rąk, wpatrzone w wyświetlacze i przesuwające energicznie palcami po ekranach. Coraz częstszym widokiem są grupki młodych ludzi, które zamiast rozmawiać między sobą, wspólnie patrzą w swoje telefony - bez rozmawiania. Niewielu z nas zdaje sobie jednak sprawę, jak destrukcyjny wpływ na zdrowie fizyczne, psychiczne i relacje międzyludzkie mają smartfony, które już na zawsze zmienią globalne społeczeństwo i młodość każdego człowieka.

Oczywiście przedstawianych w artykule statystyk i spostrzeżeń nie można odnosić do wszystkich nastolatków, którzy składają się z indywidualnych, wspaniałych i wrażliwych osób. Jednakże, zgodnie ze statystykami, spora ich część jest zagubiona w wirtualnym świecie. 

Nastolatkowie cierpią przez smartfony i social media
Nastolatkowie cierpią przez social media

iGeneracja, jacy są współcześni nastolatkowie?

iGeneracja, to określenie młodzieży urodzonej pomiędzy rokiem 1995 a 2002 zaproponowane przez Jean M. Twenge - profesor psychologii San Diego State University*. Charakteryzuje się tym, że posiadają smartfony, nie pamiętają czasów sprzed wynalezienia Internetu, a konto na Instagramie zakładają jeszcze przed pójściem do liceum. Charakterystyka obecnej generacji młodzieży oparta na przeprowadzonych przez profesor Twenge badaniach świetnie opisuje, kim jest dzisiejszy młody człowiek i z jakimi mierzy się problemami oraz zagrożeniami. Począwszy od 2007 roku, w którym został przedstawiony pierwszy iPhone (pierwszy powszechny dotykowy telefon komórkowy wykorzystujący komunikatory internetowe), dzisiejsza młodzież jest znacznie mniej szczęśliwa niż jej poprzednicy i znacznie mniej korzysta z uroków życia, które w głównej mierze toczy się online. Aplikacje, które miały służyć zbliżaniu ludzi, paradoksalnie wywołują znaczne poczucie samotności, wyobcowania, a wręcz depresję. 
.
.
.


11 grudnia 2017

Najlepszy - takich filmów nam potrzeba

"Najlepszy" - takich filmów nam potrzeba!

Zdjęcie: Robert Pałka, kadr z filmu "Najlepszy"


“Najlepszy”, najnowszy film Łukasza Palkowskiego, reżysera m.in. “Bogowie”, ”Belfer”, to film, jakiego polskie kino potrzebuje i jakich wciąż jest mało. To niezwykła historia życia Jerzego Górskiego, który sam o sobie mówi, że przeszedł drogę od bycia szmatą do zostania mistrzem. Mówi również, że można odbić się z najgorszego dna i zawsze zawrócić ze źle obranej drogi. W ustach człowieka, który ćpał narkotyki przez 14 lat, a następnie ukończył mordercze zawody sportowe jak triatlony, maratony, czy ultramaratony, takie słowa brzmią prawdziwie. Chociaż film nie jest wierną biografią Górskiego, to doskonale oddaje drogę, jaką przebył ten człowiek, pokazuje poniesione straty, wielką motywację i chęć do bycia lepszym, wolnym człowiekiem, która kierowała Górskim. 
.
.
.

10 grudnia 2017

Polski stand-up. Kogo oglądać?



Polski stand-up. Kogo oglądać?


Stand-up, to raczkująca, aczkolwiek coraz popularniejsza forma rozrywki i możemy jedynie żałować, że tak późno pojawiła się w naszym kraju. W porównaniu do poziomu kretyńskich kabaretów, które osiągnęły dno i taplają się w nudnym i śmierdzącym mule, jest to kąpiel w oceanie świeżości, wyszukanych i inteligentnych żartów, ostrego dowcipu i gwałceniu wszelkich tematów tabu. W stand-up’ie nie przejdą żadne debilne żarty polegające na przebieraniu się za stare baby lub żuli. Tutaj liczy się puenta, wciągająca historia, zaskoczenie, a czasami zgorszenie. Mamy na krajowej scenie kilku naprawdę świetnych komików, których występy przyciągają tysiące widzów. Coraz śmielej stand-up pojawia się w telewizji, jak chociażby roasty na celebrytów. Mamy również wielu początkujących stand-up’erów, którzy bawią swoich widzów w lokalnych pubach i barach tak, jak miało to miejsce na początku historii stand-up'u. Komicy reprezentują różne style i mają swoje specyficzne poczucie humoru, więc ciężko stwierdzić, który jest najlepszy, ale przygotowałem listę tych, którzy mnie bawią i których szczerze mogę polecić. 
.
.
.

7 grudnia 2017

Pomysły na biznes w 2018 roku


Pomysły na biznes w 2018 roku


Polska przeżywa dynamiczny rozwój gospodarczy, a przynajmniej tak twierdzą media (te niezależne również), dzięki czemu coraz częściej słyszy się o sukcesach polskich przedsiębiorców. Podbijają swoimi pomysłami już nie tylko polski rynek, ale coraz śmielej działają za granicą, a nawet za oceanem. Kiedy tak słyszy się o sukcesach przedsiębiorców, to nie sposób oprzeć się pokusie założenia własnego biznesu. Niezależność, duże pieniądze, przygoda. Co stoi za sukcesem biznesu? W głównej mierze dobry pomysł. 

Pomysły na własny biznes
Pomysły na biznes w 2018 roku

Jak znaleźć dobry pomysł na biznes?

Biznes można w uproszczeniu podzielić na dwie kategorie biorąc pod uwagę pomysł:

  • innowacyjny, czyli taki, który odpowiada na potrzeby klienta, które wcześniej nikt nie był w stanie zaspokoić dlatego, że nikt ich nie rozpoznał, nie wiedział jak je zaspokoić, lub nie sądził, że te potrzeby są warte zaspakajania. Dla przykładu drukarki 3D – zupełnie nowe możliwości i szerokie zastosowanie. Okazuje się, że nagle możecie we własnym domu wydrukować sobie protezę ręki, broń palną lub mebel.
  • rewolucyjny, czyli taki, które dotychczasowe sposoby zaspakajania potrzeb winduje na wyższy poziom, dodaje znacznie więcej korzyści, ułatwia i usprawnia dotychczasowe rozwiązania. Popatrzcie na Spotify – przecież ludzie od początku istnienia Internetu słuchali muzyki ściągając pliki MP3 lub używając YouTube’a. A jednak Spotify przygotował usługę, która podbiła gusta milionów ludzi.
Dobrym pomysłem na biznes jest oczywiście wejście na już dobrze ugruntowany rynek, przecież co chwilę otwiera się kolejna apteka lub salon fryzjerski. Są potrzeby, które są cykliczne i których zaspakajanie zawsze będzie potrzebne. Kluczowe w otwieraniu takiego interesu jest założenie sobie, że chcecie być co najmniej świetni w tym, co będziecie oferować, a najlepiej, że będziecie najlepsi. Konkurować można na wielu polach: jakością, ceną, dostępnością, szybkością, dodatkowymi usługami. 
.
.
.


Prezent dla chłopaka. Książka najlepszym wyborem!

Prezent dla chłopaka. Książka najlepszym wyborem!


Prezent dla chłopaka

Szukanie prezentu dla chłopaka, faceta, taty, męża, dziadka i każdego innego przedstawiciela męskiego gatunku to zawsze udręka. Takie pomysły jak krawat, spinki do krawatu czy mankietów, skarpetki lub bielizna sprawdzają się od czasu do czasu, bo ciężko sobie wyobrazić, żeby co roku kupować spinki do mankietów i skarpety. Okoliczności, w których wypada kupić prezent jest mnóstwo, więc szybko skompletujecie cały ubiór i pomysły się wyczerpią. Jeśli dany chłopak nie ma specjalnego hobby, które mogłoby być źródłem inspiracji dla prezentów, to wybrać dobry prezent jest jeszcze trudniej. Gry na konsole i PC nie są złym pomysłem, ale kosztują dużo, a nie zawsze chłopak lubi grać. Poza tym, spędzamy już tak dużo czasu w świecie wirtualnym, że każda odskocznia będzie dobrym rozwiązaniem. Alkohol to zawsze dobry i pewny pomysł, ale czy kolejna butelka nie świadczy o braku polotu darczyńcy? Jest jednak prezent dla chłopaka, który sprawdzi się przy każdej okazji i w dodatku nie kosztuje wiele. Książka! 

Książka na prezent dla chłopaka
Prezent dla chłopaka - książka będzie najlepsza


Jaka książka na prezent

Mogłoby się wydawać, że kupowanie książek na prezent odeszło już do lamusa, zwłaszcza, że zgodnie ze statystykami większość Polaków książek w ogóle nie czyta. Jednakże, nic bardziej mylnego, bo książka jest idealnym prezentem na każdą okazję, trzeba tylko wybrać tę odpowiednią. Z książkami na prezent jest o tyle dobrze, że wybór książek jest właściwie nie ograniczony. Myślę, że napisano już naprawdę książkę na każdy temat. Facet interesuje się pszczelarstwem? Kup mu poradnik dla pszczelarzy. Interesuje się samochodami? Książki Jeremy’ego Clarkson’a, albumy, poradniki o eksploatacji samochodów będą jak znalazł. Lubi ćwiczyć na siłowni? Kup mu atlas anatomii ciała. Przykłady można mnożyć. Poniżej jeszcze mnóstwo pomysłów na prezent dla chłopaka w formie książki:
.
.
.

Jak odnaleźć swoje przeznacznie?



Jak odnaleźć swoje przeznaczenie?


Na pewno nie raz zastanawialiście się nad tym, „co ja robię na tym świecie?” lub „jaki jest sens mojego życia?”, żeby w końcu zadać sobie pytanie „jakie jest moje przeznaczenie?”. Odpowiedzi na te pytania nie są łatwe, zwłaszcza, że mają wydźwięk bardzo egzystencjalny i spodziewamy się odpowiedzi co najmniej ambitnych, niż tylko „zostać kierownikiem działu HR” lub „być szczęśliwym”. Czy przeznaczenie to coś wielkiego? Ratowanie ludzkości, walka o pokój, przełomowe odkrycia lub poruszająca sztuka? Nie wiem, jakie jest Wasze przeznaczenie, ale wytłumaczę Wam, jak je odnaleźć. Nie spodziewajcie się wielkich słów i filozoficznych rozpraw, po prostu, tak po ludzku wytłumaczę Wam, jak odnaleźć swoją drogę. 

Co to jest przeznacznie, jak słuchać siebie?
Jak odnaleźć przeznaczenie?


Wewnętrzny głos

Żeby móc zacząć szukać swojego przeznaczenia, najpierw musicie zacząć słuchać samych siebie. Nasz instynkt, czy może jakaś wyższa siła – to zależy, w co wierzycie, podpowiadają nam co jest w życiu dobre, a co złe. Na pewno niejednokrotnie słyszeliście w środku siebie jakieś podpowiedzi, lub wskazówki, za którymi podążaliście lub nie. Jeśli zignorowaliście ten głos, to zapewne wkrótce się okazywało, że to był błąd i należało tego głosu jednak posłuchać. Ja z czasem, kiedy zauważyłem, że już kilka razy błędnie zignorowałem swój wewnętrzny głos, zacząłem się bardziej w niego wsłuchiwać. Na przykład niedawno otrzymałem płatność od klienta, w której pomylił się o 300 zł na moją korzyść. Współpracuję z nim od dawna i wiem, że nie do końca pilnuje swoich spraw, więc mogłem się łatwo wzbogacić o te 300 zł. Mój głos - ja nazywam to wprost sumieniem - powiedział mi jednak, żeby zwrócić klientowi na to uwagę. Tak też zrobiłem i spytałem na jakie konto mu przelać nadwyżkę. Odpowiedział wtedy, żebym ją sobie zatrzymał na poczet następnych prac. Zyskałem podwójnie - dodatkowe pieniądze i szczerość w oczach klienta. A może jego działanie było celowe i wystawił mnie na próbę? Tego nie wiem. 
.
.
.


4 grudnia 2017

6 filmów krótkometrażowych, które cieszą oko i duszę

Filmy krótkometrażowe, które cieszą oko i duszę


Filmy krótkometrażowe są bardzo niedoceniane i raczej nie obracają się w mainstreamie, chyba że mówimy o Bagińskim, który swoją naprawdę dobrą robotą pokazał, że film krótkometrażowy to również sztuka. Dzisiejszy widz nie ma zbyt wygórowanych oczekiwań co do spotkania z filmem, ma bawić, zaskakiwać, ewentualnie przestraszyć. Na pewno nie powinien być ciężki i skłaniać do myślenia, skąd popularność filmów Vegi i jemu podobnych reżyserów. Natomiast krótkometrażówki na ogół charakteryzują się tym, że wymagają od widza skupienia i zaangażowania, rzadko są to filmy na miły wieczór z popcornem. Zazwyczaj poruszają zdefiniowany problem, nie są lekkimi opowieściami z happy endem. Często krótkie filmy realizowane są w formie animacji, a te nie każdemu mogą przypaść do gustu, no bo jak dorosły człowiek ma oglądać bajki, jeśli to nie jest Shrek.
 
Filmy krótkometrażowe są niedocenianą sztuką

Przygotowałem zestawienie kilku ciekawych filmów krótkometrażowych i mam nadzieję, że zaciekawią Was swoją treścią:
.
.
.


Hunter S. Thompson i jego 6 artykułów za darmo

Hunter S. Thompson i jego 6 artykułów za darmo

Hunter S. Thompson pozostawił wyśmienite artykuły

Na pewno oglądałeś film Las Vegas Parano, inaczej by Cię tutaj przecież nie było. Jeden z moich ulubionych filmów, który widziałem co najmniej 7 razy, z czego 4 razy w odmiennych stanach świadomości. Za każdym razem podobał mi się tak samo bardzo. Nie chodzi nawet o szalone przygody i narkotyczne wizje dziennikarza i jego prawnika, ale o narrację, która w genialny sposób opisuje społeczeństwo tamtych czasów. Pogoń za tzw. american dream, blichtr i pokaz, fałsz i udawanie. Ten film jest aktualny dzisiaj. Las Vegas Parano to oczywiście ekranizacja książki Hunter'a S. Thomspon'a pt. "Fear and Loathing in Las Vegas", które oryginalnie ukazało się jako opowiadanie w magazynie Rolling Stones w 1971 r. Chociaż to najbardziej znane dzieło HST i chyba najlepsze spośród wszystkich, to warto przyjrzeć się dziennikarstwu, które uprawiał, ponieważ poruszał różnorodne tematy i zawsze w taki sposób, który sprawiał, że nie łatwo było przejść koło jego artykułu obojętnie. Jak chociażby kampania prezydencka z 1972 r. w USA, która na pewno nic Ciebie dzisiaj nie obchodzi, ale gwarantuję, że ten artykuł Ci się spodoba ("Fear and Loathing on the Campaign Trail in '72"). Ten artykuł posłużył w znacznej mierze do stworzenia scenariusza do filmu "Tam wędrują bizony", który opowiada o HST. Film, jak i artykuł polecam.


Dobrze, że nie odkryłem artykułów H. S. Thompson'a, kiedy byłem w liceum lub na studiach, bo najpewniej poszedłbym studiować dziennikarstwo i złamał sobie życie goniąc jego ideał. Reportaże HST są przesiąknięte jego indywidualnością i za każdym razem, gdy czytam coś spod jego ręki, to mam wrażenie, jakbym siedział z nim przy kontuarze w barze i słuchał pijackich opowieści. Ten styl jest nie do podrobienia. Nieważne, czy Thompson infiltruje środowisko gangu motocyklowego Hell's Angels ("The Motorcycle Gangs: Losers and Outsiders"), czy środowisko hipisów ("The Hippies"), zawsze przedstawia opisywany przez siebie świat w taki sposób, że ma się wrażenie, jakby sam z niego pochodził. Jakby był człowiekiem "stamtąd". Jest to na pewno efektem umiejętności nawiązywania bliskich relacji ze swoimi rozmówcami i wysłuchania tego, co druga osoba ma do powiedzenia. Chociaż gang Hell's Angels był oskarżany o brutalne, zbiorowe gwałty, czy morderstwa, HST pozwolił jego członkom się swobodnie wypowiedzieć i przedstawić swoją wersję, która w konfrontacji z zebranymi materiałami, przedstawiła nagłaśniane przez media historie w zupełnie innym świetle. 


Szczególnej uwadze polecam artykuł o derbach Kentucky w wyścigach konnych ("The Kentucky Derby is Decadent and Depraved"), które HST relacjonował wspólnie z  ilustratorem Ralph'em Steadman'em i z którym nawiązał ciekawą współpracę na długie lata. W tym artykule HST świetnie oddaje to, z jakimi trudnościami dziennikarz musi się mierzyć w swojej codziennej pracy i do jakich sztuczek się uciekać, aby móc zdać relację swoim odbiorcom. To bardzo odpowiedzialna praca, która jest równie stresująca jak pociągająca. Dlatego nie można się dziwić, że spora część derbów została przez Huntera nie opisana ze względu na pijacką amnezję. 


Spośród wielu znamienitych prac Thompson'a chciałbym polecić jeszcze następujące:
  • Fear & Loathing in America - napisany w ciągu 24 godzin po ataku na World Trade Center, HST rysuje swoją wizję wojny z terroryzmem, która niestety sprawdza się co do joty
  • Doomed Love at the Taco Stand - HST opisuje, jak jeździ sobie po Kalifornii porsche Johnny'ego Depp'a razem z przypadkowo poznaną koleżanką, którą uratował przed pożarciem przez psy

No to od czego zaczniemy?

No to od czego zaczniemy?

 

Wszyscy blogerzy, lub dzisiaj - influencerzy, wychodzą z naszych komputerów afiszując się swoim nazwiskiem i podpisując nim nie tylko swoje artykuły, ale coraz częściej kubeczki, koszulki, planery, książki i setki innych zbędnych rzeczy. Wiadomo, skoro już wypozycjonowali swoje nazwisko w wynikach Google dość wysoko, to pora na tym zarobić i odbić sobie lata pracy nad "kreowaniem" własnej marki. Przedstawiam się jako 90-ty i tak też będę się podpisywał. Dlaczego 90-ty? Ponieważ urodziłem się w roku 1990-tym, a to bardzo wiele znaczy. Dziecko demokracji i rewolucji technologicznej, bo seksualna mnie jakoś ominęła... 

...naprawdę nazywam się Paweł Terpiłowski, ale czy to cokolwiek znaczy?
 
Bloger to nie zawód. Ani styl życia.

Moje życie osobiste, jak samo określenie wskazuje, pozostanie wciąż osobiste. Chciałbym, żeby ten blog stanowił platformę wymiany myśli. Ja będę myślał i spisywał te myśli, a każdy zainteresowany będzie to sobie czytał i myślał to co chce o tym, co ja myślę. Jeśli myślący będzie chciał coś na ten temat powiedzieć, to proszę bardzo, jest ku temu możliwość, a ja następnie pomyślę, czy warto się nad tą myślą głębiej zastanowić. Nie będziemy sobie tutaj uprawiali żadnego kącika adoracji i kolektywnego myślenia. Nie będzie też macania się po jajkach w stylu "oni są źli, a my dobrzy, razem będzie nam cieplej". Po prostu, czysty konkret, od czasu do czasu może się pojawi jakiś lifestylowy obiad na mieście, ale to tylko, jeżeli będzie naprawdę tego wart. Uprzedzam, żeby nie było, że jak stanę się już influencerem i będą mnie zapraszali na obiady, to potem będzie, że "90-ty się jednak sprzedał. Szmata". 

Polityka będzie w stopniu raczej umiarkowanym. Tyle o ile będę się Was starał przekonać, że polityka jest grubymi nićmi szyta za naszymi plecami i nie warto się w ten temat zagłębiać, bo szkoda nerwów.

Kultury będzie sporo, może nie zawsze z mojej strony, bo tu bywają braki, ale na pewno na tapecie będą wiodące seriale i filmy oraz różne wydarzenia (eventów nie będzie) kulturalne.

Sportu raczej nie będzie, chyba że jakieś przemyślenia około sportowe.

Mody nie będzie wcale, bo zupełnie nie czuję tego tematu.

Relacje damsko-męskie będą poruszane wyłącznie w razie konieczności.

Technologia i cyfryzacja to tak ogólnie, bez niuansów. Interesuje mnie to, w którą stronę świat podąża i jak powoli roboty i sztuczna inteligencja ogłupiają ludzkość przejmując nad nami powoli sterowanie, więc zastanowimy się, gdzie będzie człowiek za 100, 200 lat.  

Poradniki jakieś będą na pewno, bo dzisiejsi internauci są tak pochłonięci wirtualną rzeczywistością, że  ledwo odnajdują się w rzeczywistości realnej (?), poza tym wiadomo, że poradniki się dobrze pozycjonują w Google. 
 
Biznes, pieniądze i gospodarka będą się pojawiały często, bo pieniądz to ważna rzecz i każdy powinien wiedzieć, jak go zdobyć, jak zachować i jak się nie sprzedać dla tych kilku zer.  


Nie będzie żadnego epatowania sukcesami, złotymi myślami, coachingiem ani motywatorów, bo już porzygać się od tego można, poza tym, wszyscy ci ludzie sukcesu najczęściej ściemniają, bo poza kadrem frustrują się, kiedy lajków im nie przybywa i spada liczba unikalnych użytkowników. Poza tym, nie osiągnąłem w życiu nic, czym mógłbym się szerzej pochwalić, no i nie ukrywajmy - nie obchodzą nas cudze sukcesy, jeśli ktoś bije w sieci komuś brawo, to z reguły tylko po to, żeby zostawić linka do swojego bloga.