13 lipca 2018

Dlaczego NIE powinniście wstawać o 4:30?

Od jakiegoś czasu obserwuję dziwny trend, który wpisuje się ogólnie w samorozwój i samodoskonalenie, polegający na bardzo wczesnym wstawaniu. Jest nawet popularny tak jakby zakład ze samym sobą, w ramach którego ludzie wstają przez określony czas o bardzo wczesnej porze, na przykład o tytułowej 4:30. Temat bardzo wczesnego wstawania pojawia się również wśród różnego rodzaju mentorów i coachów, którzy wręcz lubują się w sadomasochistycznych praktykach mających na celu polepszenie własnego, a przede wszystkim cudzego, JA. Czy wczesne wstawanie ma jakikolwiek sens i po co w ogóle ktoś miałby to robić? Pomijam oczywiście konieczność pracy na 3 zmiany, czy długich dojazdów... Po co na siłę rezygnować z dobrodziejstw snu i ciepłego łóżka?


wczesne wstawanie
Wczesne wstawanie nie ma sensu
.
.
.

11 czerwca 2018

Dom z papieru - poprawny serial sensacyjny

Dom z papieru - poprawny serial sensacyjny


Dom z papieru, to propozycja od Netflixa, która może umilić kilka wieczorów. Serial może nie jest przełomowy, ale dobrze się go ogląda, trzyma w napięciu, a momentami potrafi zaskoczyć. Posiada kilka słabszych fragmentów, w połowie sezonu lekko siada akcja, ale generalnie, serial warty jest obejrzenia. 

dom z papieru recenzja
Kadr z serialu Dom z papieru, Netflix

Dom z papieru przedstawia kulisy napadu 8 bandytów na mennicę. Bandyci są różnorodni zarówno fizycznie, jak i psychicznie, co właśnie jest osią fabuły. Wraz z przebiegiem napadu, poprzez reminiscencję poznajemy losy, przeszłość i tożsamość każdego z bohaterów skoku. Postacie są dość sztampowe, ale można je lubić i szybko nabiera się do nich sympatii. Mamy tutaj m.in. młodą, zbuntowaną przeciwko całemu światu i atrakcyjną dziewczynę o pseudonimie Tokio, niepokornego syna (Denver), który stara się jakoś naprawić relacje z ojcem (Moskwa), który siedział za kratami, jest lider skoku - despotyczny, psychopatyczny i filozoficzny Berlin. Pomiędzy bandytami nawiązują się specyficzne relacje, jedni się zakochują, inni nienawidzą itd. 

Przeczytaj jeszcze Dziewczyny z kamerkami

Nad całością przebiegu skoku czuwa Pan Profesor, który niczym szachista, konsekwentnie realizuje swój plan skoku doskonałego. W jego realizacji stara się przeszkodzić pani inspektor, która przeżywa co chwilę życiowe dramaty, wzloty i upadki. Upadków jest znacznie więcej, ale dzielnie z uniesioną głową stawia czoła bandytom i życiowym problemom. Ekipa policji jest raczej mało rozwinięta fabularnie, kamera skupia się głównie na pani inspektor i jej zastępcy.


Jak już wspominałem, postacie są lekko schematyczne, jednakże aktorstwo całkiem dobre. Smaczku dodają hiszpańskie dialogi, które brzmią bardzo ciekawie i oryginalnie na tle amerykańskich produkcji. Największym haczykiem serialu, przynajmniej dla mnie, jest plan napadu i utrzymania się w mennicy. Od zawsze intrygowały mnie przygotowania i strategie na tego rodzaju wydarzenia, umiejętność przewidywania, zabawa w kotką i myszkę z policją. Ten serial pokazuje to tak, jak należy. Bez pośpiechu, ze zwrotami akcji, smaczkami i szczególikami, na które trzeba zwracać uwagę, ale jednak w dość oczywisty sposób. Mówiąc krótko, Dom z papieru to dobrze zrobiony i ciekawie opowiedziany serial sensacyjny. Niewiele stracicie nie oglądając go, ale gdy już zaczniecie, to będziecie się dobrze bawili i skonsumujecie wiele godzin. 



Powyższe przemyślenia dotyczą sezonu pierwszego Domu z papieru, jest już gotowy sezon drugi, a w planach szykowany jest sezon trzeci. Jeżeli drugi będzie trzymał poziom pierwszego, to daję duże szanse całemu serialowi. Niestety miałem już moment zwątpienia mniej więcej w połowie pierwszego sezonu, ale lekkie przymuszenie do oglądania popchnęło cały serial ku końcowi. Mam nadzieję, że następne odcinki nie złapią zadyszki.

24 maja 2018

Dziewczyny z kamerkami

Dziewczyny z kamerkami


Nie będę silił się na żadne wydumane wstępy, zapowiedzi, opisy bohaterek, tło historyczne itp. Oddam po prostu głos dwóm dziewczynom, które rozbierają się przed internetowymi kamerkami w zaciszu swoich mieszkań i na tym zarabiają. Spotkaliśmy się ny Skypie, żeby mogły opowiedzieć dlaczego to robią, jaki jest ich stosunek do sekspracy, co myślą o tym ich rodziny i znajomi, jakie mają plany na przyszłość oraz ile zarabiają. Dziewczyny poprosiły mnie o zachowanie ich prywatności, dlatego przybrały sobie zmyślone imiona i nie pozwoliły na zdjęcia. Możecie je spotkać po drugiej stronie internetu na platformie ShowUp, poprzez którą się z nimi skontaktowałem. 


Mia i Kaja. Mia, ponieważ jest fanką Pulp Fiction, a Kaja, bo to pierwsze imię, które przyszło jej do głowy. Mia jest przeciętnego wzrostu, szczupła, krótkie włosy ciemnego koloru, ubrana w sportową elegancję. Kaja to brunetka, wysoka i zgrabna, gęste, pofalowane włosy opadają luzem na jej ramiona. Nie wyglądają jak modelki, ani seksbomby, ale ich uroda przyciąga wzrok swoją naturalnością i kobiecością. 


Ja: Cześć dziewczyny, cieszę się, że zgodziłyście się na rozmowę. Chyba nie za często macie okazję rozmawiać na temat kamerek?
Mia: No nie jest to temat do rozmów z rodziną, ani do obnoszenia się na fejsie.

Ja: To powiedzcie proszę, jak długo już rozbieracie się przed kamerkami i jak to się zaczęło.
Mia: Ja robię pokazy już od około 6 miesięcy, kilka razy w tygodniu, to zależy jaki mam nastrój i jak dużo czasu. A zaczęło się od tego, że gdzieś tam kumple mi o tym opowiadali, więc weszłam z ciekawości i zobaczyłam jak to działa. Z początku tylko sobie oglądałam, a potem sama włączyłam kamerkę i dałam pokaz, który zgromadził kilkaset osób. I właśnie tak mi się to spodobało.
Kaja: Ja się rozbieram od jakichś 4 miesięcy. O ShowUpie dowiedziałam się z internetu, gdy z nudów lurkowałam różne strony. Potem trochę o tym poczytałam i gdy się dowiedziałam, że można na tym nieźle zarobić, to sama spróbowałam. Z początku szło opornie, ale z czasem, jak się trochę przełamałam, to jest lepiej. Zawsze miałam problemy z kasą, teraz ten problem jest znacznie mniejszy.


Ja: Jak wyglądają wasze pokazy?
Mia: Różnie, zależy trochę od humoru, trochę od tego, jaka jest widownia. Czasami to są jakieś zabawy, przebieranki, tańce, masturbacja, a czasami po prostu sobie siedzę, piję wino i gadam z oglądającymi.
Kaja: U mnie jest bardzo podobnie. Staram się zawsze mieć jakiś gadżet albo motyw przewodni, żeby urozmaicać te pokazy. 

Ja: Ilu ludzi was ogląda?
Kaja: To zależy od dnia, pory dnia, atrakcyjności. Wiesz, jest duża konkurencja, na raz można oglądać kilkadziesiąt lasek. W najlepszych momentach miałam ponad 1.000 oglądających.
Mia: Mój rekord to 2.100 osób. A tak średnio, to kilkaset, mam już nawet skromną, stałą widownię. 

Ja: To są sami faceci?
Mia: Właśnie nie, jest też dużo dziewczyn.

Ja: Pokazujecie swoje twarze przed kamerkami?
Mia: Ja pokazuję, nie mam z tym problemu.
Kaja: Ja występuję w różnych maskach, nie chcę pokazywać swojej twarzy. Czasami pokazuję na privach, ale to rzadko. 

Ja: Masz obawy, że ktoś cię rozpozna?
Kaja: Tak, jakiś tam lęk jest przed tym, że wpadnę na kogoś znajomego, świat jest mały. Nie chciałabym, żeby to doszło do mojej rodziny.

Ja: Czujecie jakiś ostracyzm ze strony ludzi w stosunku do tego, co robicie?
Mia: No na pewno nie jest to tak odbierane jak praca nauczycielki, czy pielęgniarki. Ludziom się wydaje, że się puszczamy i zarabiamy łatwo wielkie pieniądze. A my po prostu dajemy ludziom frajdę, przecież nie rozbieram się przed szkołą, nikogo nie krzywdzę, czy zmuszam do oglądania.  Od zawsze ludzie płacili za oglądanie gołych dziewczyn, dzisiaj jest to po prostu łatwiejsze, nawet nie trzeba wychodzić z domu.
Kaja: W Polsce wciąż jest duże tabu jeśli chodzi o erotykę, seks. W dużych miastach można się jakoś ukryć w tłumie, ale tam skąd pochodzę, gdyby ludzie się dowiedzieli, to na pewno by mnie wytykali palcami. Nie wiem dlaczego, ja nikomu nie zaglądam pod kołdrę, nie obchodzi mnie, co inni robią ze swoim ciałem. 


Ja: A jak zareagowaliby wasi rodzicie, rodziny na to, że rozbieracie się w internecie i zarabiacie na tym?
Kaja: Myślę, że moi rodzice byliby w szoku, na pewno mieliby problem z tym, co robię. Nie wiem, jak by się to skończyło, ale wolę sobie tego nie wyobrażać. Moja rodzina jest raczej konserwatywna, nie ma przyzwolenia na nagość, erotyzm itd. Ja gdzieś tam się wymykam tym ramom, ale działam w ukryciu.
Mia: Moi rodzice raczej by to zaakceptowali. Mama na pewno, we wszystkim mnie wspiera, poza tym przecież nie robię nic złego. Wkoło nas jest tyle seksu. Przecież nie stoję na ulicy, czy przy trasie, robię to, bo lubię i mam nad tym kontrolę. 

Ja: No właśnie, dlaczego to robicie, co was pociąga?
Mia: Ja lubię ten dreszczyk emocji, kiedy wiem, że mnóstwo ludzi się na mnie patrzy, podniecam ich, a to podnieca mnie. Adrenalina, rozumiesz? Lubię to, że mam kontrolę nad widzami, czuję, że czekają na mój ruch. No i jest z tego niezła kasa.
Kaja: Dla mnie kamerki, to przygoda. Tak jak mówi Mia, to jest niezły dreszczyk, fajna zabawa. Ci kolesie nabuzowani, którzy wręcz skomlą do monitora. Czasami mnie to nawet bawi. Poza tym, całkiem dobrze na tym zarabiam, co daje mi samodzielność i wolność. Sama decyduję, kiedy chcę włączyć kamerkę, co przed nią zrobić. Wiem, że w każdej chwili mogę przestać.

Ja: W takim razie, ile zarabiacie na kamerkach?
Mia: Jeśli dużo występuję i się staram, działam na Myfreecams, gdzie jest duża publika, to spokojnie 5.000 zł. Raczej nie schodzę poniżej 2.000 zł.
Kaja: No ja mniej, około 1.500-2.000 zł. 
Mia: Nie wiem, czy wiesz, ale np. w USA, czy Anglii dziewczyny potrafią zrobić na takich kamerkach naprawdę zajebisty interes. Rozbierają się przed kamerkami właściwie codziennie, do tego mają swoje Snapchaty, na których dają prywatne pokazy, sprzedają swoje zdjęcia, nawet polaroidy, sprzedają filmiki. U nas to byłoby nie do pomyślenia. 

Ja: Umawiacie się w realu ze swoimi widzami?
Mia: Nie, to wykluczone.
Kaja: Nie.

Ja: A dostajecie takie oferty?
Mia: Mnóstwo, nawet nie wyobrażasz sobie, jakie kwoty padają. Jeden koleś proponował mi 5.000 zł za noc.
Kaja: Czasami chcą, żebyśmy tylko patrzyli, jak się masturbują, bleee.

Ja: A jakie są granice tego, co pokazujecie na pokazach?
Mia: Takie jak w realu, nie robię rzeczy, które mnie brzydzą.
Ja: To znaczy?
Mia: Wchodzimy zbyt głęboko w moją prywatność, hahaha.
Kaja: Ja na pewno nie odbyłabym stosunku przed kamerkami.
Mia: Ale uwierz mi, że niektóre laski są w stanie zrobić wiele dla kasy. Różne rzeczy widziałam. 


Ja: Macie stałego partnera, jesteście w związku? 
Mia: Nie
Kaja: Ja też nie.

Ja: A gdybyście były, to zrezygnowałybyście dla faceta z pokazów?
Kaja: Tak.
Mia: A ja nie. Musiałby wybrać albo chce mieć pokazy za darmo albo za nie płacić, hahahah.

Ja: Jak wasze pokazy odbierane są przez znajomych? Mówiliście im o tym?
Mia: Ja powiedziałam najbliższym znajomym, nie mają z tym problemu. Czasami nawet opowiadam im jakieś śmieszne momenty i mamy z tego bekę.
Kaja: Nie, ja nie chcę mówić. Zupełnie oddzielam kamerki od życia prywatnego. 

Ja: Jak długo planujecie dawać pokazy?
Mia: Nie wiem, nie myślałam o tym. Jak przestanie dawać mi to frajdę albo znajdę jakąś naprawdę ciekawą i dobrą pracę. Na razie jest mi z tym dobrze, dużo pieniędzy odkładam, myślę żeby kupić mieszkanie pod wynajem. Dążę do niezależności finansowej.
Kaja: Myślę, że jak skończę studia i pójdę do pracy, to już będę chciała z tym skończyć. Czyli góra jeden rok. 

Ja: Wyczerpałem swoje pytania. Dziękuję wam bardzo za rozmowę i szczerość.
Mia: Papa.
Kaja: Nie ma za co. Hej!

21 maja 2018

Justyna Kopińska sprawi, że zwątpicie w sprawiedliwość

Justyna Kopińska sprawi, że zwątpicie w sprawiedliwość


Odważę się zaryzykować stwierdzenie, że Justyna Kopińska to obecnie czołówka polskich dziennikarzy, przy czym nie jest ona dziennikarzem "salonowym", ale terenowym łowcą ciężkich historii. Właśnie skończyłem czytać dwie książki, które zawierają kompilację jej reportaży: "Z nienawiści do kobiet" oraz "Polska odwraca oczy". Lektura tych książek to była niezła emocjonalna jazda, a przeczytane historie na długo zostaną w głowie. Na książkach Kopińskiej powinny być takie oznaczenia jak na papierosach, ponieważ potrafią naprawdę zepsuć sporo nerwów.

Justyna Kopińska dziennikarka reportaże
Justyna Kopińska to specjalistka od zła

 
Z krótkiej notki biograficznej zamieszczonej na okładce "Z nienawiści do kobiet" możemy dowiedzieć się, że Justyna Kopińska to najczęściej nagradzana dziennikarka, jako pierwsza dziennikarka z Polski otrzymała European Press Prize przyznawaną przez The Guardian i The Reuters Foundation, doświadczenie zawodowe zdobywała w USA i Afryce Środkowej, studiowała w Wielkiej Brytanii i tak dalej. Nic z tej notki jednakże nie jest w stanie Was przygotować na to, jakie historie usłyszała i spisała Kopińska. Mówi się o niej, że jest specjalistką od zła i rzeczywiście, to określenie dobrze do niej pasuje. Nie ma takiego rodzaju zła na tym świecie, z którym by się nie zetknęła. Molestowanie seksualne, wykorzystywanie dzieci, dręczenie i tortury, gwałty, pedofilia, zabójstwa, korupcja, wykorzystywanie pozycji i wpływów, układy. Dużo jej reportaży skupia uwagę na tzw. instytucjach zamkniętych, czyli więzieniach, aresztach, domach dziecka, ale również na kościele katolickim, policji, wojsku, szpitalach.



Najważniejszą cechą Justyny Kopińskiej jest obiektywność. Pozwala opowiedzieć historię bohaterom, nie ocenia ich, nie przedstawia swoich odczuć. Jeden raz tylko dodała subiektywny element w reportażu o księdzu pedofilu, kiedy to po rozmowie z nim, wskutek natłoku emocji potknęła się i przewróciła na ulicy. W sumie, to bardziej stwierdzenie faktu, anegdotka, niż przedstawienie swojego stosunku do sprawy. I to chwilowe odsunięcie dziennikarskiej maski pozwala ujrzeć, z jakimi demonami musi mierzyć się Justyna Kopińska przy zbieraniu materiałów do swoich reportaży. Jak sama stwierdza, do każdej rozmowy z mordercą, gwałcicielem, pedofilem, czy przedstawicielem instytucji państwowej lub władzy starannie się przygotowuje, aby nie dać się wyprowadzić w pole, zmanipulować lub zastraszyć. Spora część jej rozmówców, zwłaszcza mordercy, to osoby bardzo inteligentne, wyrachowane, a przy tym szalenie niebezpieczne. Kopińska trenuje rozmowy z negocjatorami i psychologami, którzy podpowiadają jej w jaki sposób się zachowywać, jakich słów nie używać itd. Takiego merytorycznego i rzetelnego dziennikarstwa uprawianego z dużym poświęceniem obserwuje się coraz mniej.


Historie przedstawiane przez Justynę Kopińską nie napawają optymizmem. Prawie wszystkie kończą się bez happy endu i pozostawiają w czytelniku poczucie smutnej pustki, przygnębienia, wręcz obrzydzenia. Reportaże działały na mnie tak, jakbym spotkał się z dementorami z Harrego Pottera. Wysysały ze mnie pozytywne emocje pozostawiając poczucie braku sprawiedliwości i dobra. Proponuję przeczytać te książki na raz, ponieważ rozwlekanie w czasie i czytanie na raty może naprawdę wprowadzić Was w przytłaczający nastrój na wiele dni. Tych książek nie da się tak po prostu czytać. One w Was coś zmienią. 



Bohaterzy reportaży, to najczęściej osoby pokrzywdzone przez złych ludzi. Ludzi wpływowych, którzy nadużyli swojego autorytetu a często chronieni są przez układy. Stąd, sprawiedliwość nie jest w stanie ich dosięgnąć, a zło tańczy w najlepsze. Do tego dochodzi częste ciche przyzwolenie lub lęk przed utratą własnych korzyści w obronie dobra. Justyna Kopińska nie jest w stanie wywalczyć sprawiedliwości dla swoich bohaterów, ale przynajmniej może opowiedzieć na głos ich historię. Chociaż tyle.

19 maja 2018

Noc muzeów. Noc lemingów

Noc muzeów. Noc lemingów.


Jak co roku Polskę od morza aż po Tatry ogarnia na jedną noc muzealna gorączka. Noc muzeów, to impreza do której mam dwa sprzeczne odczucia. Z jednej strony bardzo się cieszę, że jest takie cykliczne wydarzenie, a z drugiej jednak gardzę nim. A wszystko to przez polskie przywary, które tej nocy dają najlepiej o sobie znać, pomimo płaszczyka gwieździstego nieba.  


noc muzeów
Coroczna gorączka muzealnej nocy


Na czym polega Noc muzeów to pewnie każdy wie. Jak to się dzieje, że jednej nocy nagle w Polakach budzi się głód kulturalny i chęć obcowania z eksponatami muzealnymi kosztem alkoholowych imprez, czy chociażby kabaretów w TV i snu? Tego fenomenu chyba nikt nie rozumie. Nie rozumiem, jaką frajdę mają ludzie, którzy czekają na dworze, często w zimnie, w długich kolejkach po to tylko, żeby zwiedzić muzeum. Na pewno nie czekają dla sztuki, która znajduje się w salach muzealnych. Przecież każde muzeum, które bierze udział w tej imprezie jest otwarte codziennie. Praktycznie w każdym dniu tygodnia można sobie przyjść po pracy, szkole lub w weekend i zwiedzić wystawy oraz chłonąć muzealne eksponaty ile tylko dusza zapragnie. Co więcej, można to czynić w ciszy, spokoju. Dlaczego więc Polacy wybierają zwiedzanie muzeów wraz z dzikimi tłumami wśród hałasu, przepychanek, pozowań do selfie i livestreamów? 
.
.
.

17 maja 2018

KATANIA jedzenie, zwiedzanie, plażowanie

KATANIA jedzenie, zwiedzanie, plażowanie


Katania, to miasto, które należy postrzegać i oceniać w dwóch kategoriach: obiektywnie oraz subiektywnie. Obiektywnie oceniając to miasto trzeba niestety przyznać, że jest brudne i zaniedbane. To jednak paradoksalnie sprawia, że subiektywnie Katania ma swoisty, niepowtarzalny klimat, którego nie spotkałem dotychczas jeszcze w żadnym innym mieście. Katania to nie jest miasto skrojone pod turystów. Czasami miałem wręcz wrażenie, że miasto wręcz nie zdaje sobie sprawy z tego, że turyści je odwiedzają. Żyje sobie po swojemu, niczego nie stara się ukryć, ani zatuszować, jest prawdziwa i nieudawana. Postaram się jak najlepiej oddać ten klimat Katanii, który mnie przekonał do tego miasta, chociaż i tak uważam, że Katanii trzeba po prostu spróbować, aby móc wyrobić sobie o niej jakąś opinię. Chociaż po części opiszę, co zobaczyć, a czego unikać, co ciekawego robić, a co dobrego zjeść i mam nadzieję, że te rady przydadzą się Wam w odkrywaniu po swojemu tego miasta. Więcej zdjęć z Katanii oraz Sycylii znajdziecie na moim Instagramie.

Katania panorama miasta
Katania panorama miasta


Dojazd i nocleg w Katanii

Do Katanii wybraliśmy się w pierwszej połowie maja. Z dostępnych środków transportu najlepiej dolecieć bezpośrednim lotem, my wybraliśmy Wizzair z Warszawy Okęcie. Lot trwał niecałe 3 godziny, a odległość z lotniska Katania-Fontanarossa do centrum Katanii jest bardzo nieduża. Można by nawet pokonać ją pieszo, to raptem kilka kilometrów. Transport do miasta oferuje kilku przewoźników, my jechaliśmy Alibus - czerwone autobusy, które zatrzymują się zaraz przy wyjściu z lotniska, koszt jednego biletu to 4€, bilet kupuje się u kierowcy i należy go skasować. 
.
.


8 maja 2018

12 sprawdzonych sposobów na zarabianie przez internet

12 sprawdzonych sposobów na zarabianie przez internet


Coraz częściej słyszy się sukcesy o ludziach, którzy zarobili wielkie pieniądze nie wychodząc z domu, za pomocą raptem kilku kliknięć myszki. Większość takich historii to stek bzdur, ewentualnie bzdury mające skłonić łatwowiernych do zainwestowania w piramidy finansowe, dziwne instrumenty inwestycyjne, lub kursy i warsztaty pseudo rekinów biznesu. Każdy chciałby móc pracować kilka godzin dziennie i z poziomu własnej kanapy zarabiać średnią krajową. Nie oszukujmy się, większość z nas nienawidzi chodzić do swojej pracy, słuchać szefa, wykonywać durne polecenia i powtarzać jałowe czynności. Czy istnieją jednak sprawdzone i przede wszystkim pewne oraz legalne sposoby na zarabianie pieniędzy przez internet?

sposoby na zarabianie przez internet
Jak zarabiać przez internet?

Jak zarabiać pieniądze przez internet?

Tak. Istnieje wiele sposobów na zarabianie pieniędzy przez internet, i to sposobów sprawdzonych. Dlaczego więc ludzie nie rzucają swoich etatów i nie przesiadają się na fotel z laptopem? Otóż dlatego, że praca przez internet, jak każda praca, wymaga zaangażowania czasu i wysiłku. Ciężko osiągnąć jakiekolwiek wymierne sukcesy finansowe nie poświęcając się tej sprawie. Mamienie sloganami o 4 godzinnym tygodniu pracy, czy łatwych i szybkich pieniądzach, to wyłącznie bajki. Nawet, jeżeli praca miałaby się sprowadzać do klikania myszką, to musicie poświęcić swój czas. Co więcej, takie prace są raczej mało opłacalne. Dopiero znalezienie pewnej niszy, wykreowanie unikalnego produktu, usługi, posiadanie wiedzy, zbudowanie solidnej marki mogą przynieść wymierne efekty. Do tego jednak potrzeba... właśnie - czasu i zaangażowania. A czasami również wiedzy.
.
.
.

22 kwietnia 2018

NETFLIX vs. HBO GO - która platformę wybrać

NETFLIX vs. HBO GO - którą platformę wybrać


Nie oszukujmy się, dni zwyczajnej telewizji są już policzone, telewizja jest na ostatniej prostej w drodze do swojej mety. Internet skutecznie wypiera telewizję tak, jak kiedyś radio wyparło prasę, a telewizja radio. Normalna kolej rzeczy. Już powoli zaczyna się zauważać nawet trend ku wypieraniu produkcji filmowych standardowych wytwórni przez media strumieniowe, tylko patrzeć jak filmy Netflixa zaczną rywalizować o Oscary i w Cannes.  Jeszcze niedawno seriale kojarzyły się - zwłaszcza polskie - z tandetą, szmirą i blagą. Wielopokoleniowy "Klan", nadęte "M jak Miłość", trywialna "Pierwsza Miłość" to produkcje, które wyznaczyły poziom i zdefiniowały termin "serial" w Polsce na tyle skutecznie, że o serialach w ogóle się nie rozmawiało w innym kontekście jak właśnie tych pozycji. Dla bardziej rozgarniętych kinomaniaków były powodem do utyskiwań nad żenującym poziomem rodzimych produkcji, dla emerytek i rencistek oknem na świat, które kształtowało światopogląd na wszystkie tematy. Nie będę nawet wspominał takich tytułów jak "Trudne sprawy", ponieważ staram się wyprzeć istnienie tego typu produkcji. 


hbo go
Netflix, czy HBO GO

Dobre seriale pojawiały się w polskiej telewizji rzadko, a najczęściej były to seriale komediowe. Dopiero wraz z nadejściem szybkiego internetu i platformami streamingowymi mogliśmy poznać seriale w szerszym kontekście. Z czasem, termin serial zaczął zyskiwać na popularności, a nawet cieszyć się uznaniem, ponieważ zaczęto przywiązywać większa wagę do tego formatu. Producenci zdali sobie sprawę, że istnieje szeroka publiczność, która chętnie będzie oglądała seriale o czymś innym niż durne perypetie wesołej rodzinki albo gangsterskie strzelaniny. Seriale zaczęły opowiadać o poważnych sprawach w ciekawy, intrygujący sposób. Dzisiaj tytuły najlepszych seriali wymienia się równie często jak tytuły najlepszych filmów, a okresy pustki pomiędzy sezonami ulubionych produkcji jest trudniej wypełnić, niż pustkę po stracie ulubionego kubka na kawę. 

Przeczytaj jeszcze Bridget Jones robi kobietom wodę z mózgu

Jako, że HBO GO w końcu postanowiło otworzyć się na użytkowników Internetu i udostępniło swoje zasoby w ramach subskrypcji, wziąłem ich ofertę na warsztat i porównałem z największym rywalem, tj. Netflixem. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby korzystać z obu tych platform na raz, jednakże gdyby ktoś musiał się ograniczyć do jednej z nich (chociażby ze względów finansowych), to warto zwrócić uwagę na niektóre aspekty i wybrać tę lepszą. 

Filmy i seriale

Mając na uwadze przeróżne gusta i guściki, w ogóle nie będę odnosił się do zawartości filmowej i serialowej Netflixa i HBO GO. Obie platformy mają naprawdę bogaty wybór zarówno swoich, jak i cudzych produkcji, obie platformy mają swoje flagowe tytuły, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie i zużytkuje wiele, wiele godzin na oglądaniu najlepszych seriali i filmów w nowożytnej historii. Na marginesie jedynie zaznaczę, że w moim odczuciu Netflix posiada ciekawszą ofertę filmów dokumentalnych, a HBO GO posiada materiały dla dorosłych, których nie ma na Netflixie ( x)). HBO wyprodukowało kilka polskich seriali i filmów, Netflix dopiero przymierza się do ich stworzenia.

Cena dostępu Netflixa i HBO GO

Podstawowy plan na Netflixie kosztuje 34,00 zł, do wyboru są również plany w cenie 43,00 zł i 52,00 zł. w pakiecie podstawowym nie ma jakości HD i można oglądać tylko na jednym ekranie. Natomiast w pakiecie premium jest jakość Ultra HD, a jednocześnie można Netflixa oglądać na 4 ekranach. I tutaj mała podpowiedź, bo nie jest to tajemnicą - można skrzyknąć się w kilka osób, wykupić pakiet Premium i wspólnie korzystać z Netflixa na różnych urządzeniach, przy czym koszty dzielą się po równo. 

HBO GO oferuje się jedynie w cenie 29,90 zł i można go oglądać na dwóch urządzeniach jednocześnie. 

Przeczytaj również Jean-Luc Godard zachwyt i uwielbienie

Obie platformy udostępniają swoje zasoby w ramach bezpłatnego miesięcznego okresu próbnego, więc naprawdę zachęcam do wypróbowania obu, aby móc zdecydować, co chcecie oglądać w później. 

Jakość obrazu

No i teraz to, co jest ważne, a najważniejsze zaraz po oferowanych tytułach. Na tle jakości obrazu i funkcjonowania platformy zdecydowanie lepiej wypada Netflix. Niestety, oglądając filmy i seriale na HBO GO notorycznie zdarzały mi się spadki jakości, obraz stawał się nieostry, wręcz zamazany, a nierzadko przycinał się i buforował. Z czymś takim nie spotkałem się na Netflixie, który działał bez żadnych przycięć, a obraz zawsze był równej jakości. Obie platformy testowałem na dwóch różnych laptopach przy tym samym łączu, więc tutaj wina leży po stronie HBO GO. Nie jest to kwestia, która by dyskwalifikowała, ale jednak jest znacznie na minus.

Dodatkowe kwestie

Z dość dużym rozczarowaniem oceniam jakość tłumaczenia napisów na HBO GO. Tłumaczenia są dość oportunistyczne, czasem wręcz ich sens nie do końca idzie w parze z oryginalnym brzemieniem. Co więcej, w tekstach tłumaczonych znajdują się literówki, a czasami jakieś dziwne znaczki. Brak profesjonalizmu w tym aspekcie, to spory minus.

Netflix ma ciekawą opcję, która pozwala pominąć czołówkę serialu, dzięki czemu nie jesteśmy zmuszeni do oglądania jej naście razy. Tego brakuje mi w HBO GO. 

Przeczytaj później USA - najbogatszy kraj skrajnej biedy

Netflix prowadzi w bardzo ciekawy sposób swoje kanały w social media, co chociaż nie ma związku bezpośredniego z platformą, daje fajne odczucie przynależności do pewnej społeczności. Coś jakby uczestnictwo w klanie filmowo-serialowym. 

Podsumowując

Jeżeli nie skupiamy się na treściach oferowanych przez obie platformy streamingowe, a oceniamy je pod kątem funkcjonowania i użytkowania, to w rywalizacji o wiele lepiej wypada Netflix. Lepsza jakość obrazu, lepsze napisy oraz drobne dodatki i społeczność budowana wokół tej platformy przesądzają o jej zwycięstwie. Jeśli chodzi o tytuły, to naprawdę trzeba się skupić na swoim guście, żeby wybrać tylko jedną platformę, ponieważ zarówno Netflix, jak i HBO GO mają świetne seriale i duży wybór filmów, więc ciężko przesądzić tę kwestię.

18 kwietnia 2018

Skąd ta nagonka na antyaktywność?


Skąd ta nagonka na antyaktywność?


Od dłuższego czasu irytuje mnie wszędobylska nagonka na antyaktywność i super hype na proaktywność. A już największej irytacji dostaję wchodząc do internetu, w którym social media wręcz kipią spoconymi od wysiłku fitnessboyami i fitnessqueenkami oraz wszelkiej maści wytartymi tekstami typu “zmień siebie na lepsze, zacznij od dziś”, “uwierz w siebie i zacznij działać”. Do tego dochodzi cały ten moralizatorski ton nakazujący ruszyć się z kanapy i gonić swoje marzenia, nie przestawać planować i realizować oraz wmawianie poczucia winy, kiedy właściwie żyjesz w zgodzie ze sobą, a nie tak, jak wszyscy ludzie (sztucznego) sukcesu. Skąd u wszystkich tych kreatorów zdrowego, aktywnego, zmotywowanego życia poczucie misji i w ogóle sensu tego, co robią? Dlaczego nie mogą dać innym spokoju? Dlaczego wydaje im się, że to jest ważne?

Lenistwo
Antyaktywność zawsze spoko

Egoistyczni piewcy sukcesu

Nie znam bloga, na którym nie byłoby porad o tym, jak zmotywować się do… do wszystkiego, bo nie ma takiej pierdoły, do której ktoś nie chciałby was zmotywować.

Potrzebujecie motywacji do nauki? Oto 5 cudownych sposobów na motywację do nauki.

Potrzebujecie motywacji do ćwiczeń? Oto 7 nieznanych motywatorów do ćwiczeń.

Potrzebujecie motywacji do motywacji? Sprawdźcie 10 porad mistrzów motywacji.

Przeczytaj również Subway - najlepszy fastfood
.
.
.

28 marca 2018

Dochód gwarantowany (UBI). Głos sprzeciwu


Dochód gwarantowany (UBI). Głos sprzeciwu


Universal Basic Income (UBI), tłumaczony jest na język polski jako uniwersalny dochód podstawowy, lub rzadziej dochód gwarantowany. Zanim jednak przejdę do przedstawienia swoich argumentów przeciwko idei dochodu gwarantowanego, chciałbym pokazać, że już sam termin jest błędny w swoim założeniu. Jak bowiem rozumieć termin uniwersalny dochód podstawowy? Termin ten zawiera aż dwa nieostre pojęcia, które mogą być rozumiane bardzo różnie w zależności od punktu widzenia, a to już samo w sobie ukazuje wady idei. 

Uniwersalny dochód podstawowy
Dochód gwarantowany to ślepa uliczka

Nie ma ludzi uniwersalnych

“Uniwersalny” według słownika języka polskiego PWN oznacza “obejmujący całość, dotyczący wszystkiego lub wszystkich”, “mający wszechstronne zastosowanie” [1]. Czy idea UBI może rzeczywiście dotyczyć wszystkich ludzi na ziemi? Na pewno nie, co wręcz nie wymaga dalszej dyskusji. Jest to czysta abstrakcja. Nie wyobrażam sobie również uniwersalnego dochodu w skali Europy, lub innego kontynentu, a tym bardziej świata, nawet gdyby miał zostać ograniczony do ludzi naprawdę potrzebujących. Jak bowiem wyliczyć uniwersalny dochód, który będzie realny do wprowadzenia, utrzymania i satysfakcjonujący zarówno dla Szweda i Etiopczyka, Wenezuelczyka? Jeżeli zatem forsowana jest idea uniwersalnego dochodu podstawowego, to powinna zostać określona ścisłymi ramami terytorialnymi, a najlepiej społecznymi. Wtedy może być uniwersalna, ale jedynie w pewnym kontekście - np. dotyczyć wszystkich obywateli polskich zamieszkałych na terytorium RP. 


Nawet gdyby jednak uniwersalny dochód gwarantowany ograniczyć terytorialnie/społecznie, to wciąż termin jest błędny w swoim założeniu. Może to zabrzmieć niepoprawnie politycznie, jednakże faktem jest, że w czasach dużego rozwarstwienia społecznego nie można mówić o uniwersalności w sensie równości, powszechności. Różnice między biednymi, dla których UBI miałoby - w założeniach - największe korzyści, a bogatymi są tak ogromne, że nie można mówić o efektywnym uniwersalnym dochodzie. Dla mnie oczywistym jest, że najbogatsi przeszli by obojętnie wobec UBI, w ogóle nie odczuwając tego na własnej skórze, lub co bardziej racjonalne - nie zostaliby nim w ogóle objęci ze względu na wysokie dochody. I to właśnie wyklucza racjonalność stosowania pojęcia uniwersalnego dochodu, bowiem jak coś może być powszechne i zarazem różnicować ludzi na różne kategorie - tych, którzy otrzymują UBI i tych, którzy go nie otrzymują ze względu na wysoki dochód? Lub też różnicować beneficjentów UBI - tych, którzy dostają mniejszy i większy dochód ze względu na miejsce zamieszkania, które wpływa na wysokość potrzeb finansowych. Uniwersalny może być np. wzór dowodu osobistego, każdy może mieć taki sam dowód i to ma sens, co doświadczamy chociażby na kanwie Unii Europejskiej. Czy jednak można mówić o uniwersalnym dochodzie dla każdego Europejczyka? Czy nawet dla każdego potrzebującego Europejczyka, lub Polaka? Moim zdaniem jest to niemożliwe.